Notka śniadaniowa o sprzedawaniu dusz i help-desku
Informacje o wpisie.
Opublikowano 04 kwietnia 2007 o 23:28:18 w kategoriach: Osobiste.
Nie było nigdy tajemnicą, że łącze internetowe posiadam jakości marnej. Zwykłem żartować, że za symetryczne 3 Mbps podpisałbym cyrograf z diabłem. Za niesymetryczne 1 Mbps na wejściu mógłbym podpisać umowę z TPSA. Na szczęście zrobił to za mnie ojciec, którego dusza w ten sposób została zgubiona. Alleluja, że ma wciąż żywić może nadzieję.
Jeżeli chodzi o konfigurację Neostrady pod Linuksem (dostałem oczywiście złą sławą owiany SpeedTouch 330 firmy Thomson) - najlepiej zagadnienie opisuje chyba zibi. Od siebie dodam, że system był sprytniejszy niż ja, i wpierw popełnił dwa błędy w haśle, aby w ten przewrotny sposób wymusić na mnie wkompilowanie odpowiednich opcji w jądro. Albowiem pierwszą mą myślą po nieudanym połączeniu było, że te opcje jednak nie mogą być modułami. Pragnę również donieść, że dmesg lepiej spełnia zadanie lokalizacji błędów niż fusy a nawet kryształowa kula.
W życiu korzystałem dwukrotnie z usługi tzw. help-desku czyli zdalnej pomocy telefonicznej. Pierwszy raz związany był z moim pierwszym ISP, kiedy to z przyczyn, które opiszę później, połączenie internetowe udostępnione miałem jedynie na portach 80 i 443, czyli http i https. Pech chciał, że w swej krnąbrności na co dzień korzystam także z 6667 w irssi, 5222 w Psi-gentoo, 119 oraz 25 w Claws-Mail (drzewiej Sylpheed-Claws), a tamtemi dniami także 21 w ftp (aktualnie korzystam ze znacznie lepszego - mającego bowiem jedną literkę więcej w nazwie - lftp).
Po zauważeniu problemu wziąłem w swe ręce kartkę i długopis aby stworzyć listę tego, co działać powinno a nie chce. Uzbrojony w taką listę, dłuższą niż ta wymieniona wyżej, udałem się ku aparatowi telefonicznemu celem poinformowania centrali o występujących problemach.
Pierwsza próba skończyła się błyskawicznie: po kilku nieudanych połączeniach i paru minutach rozmowy dowiedziałem się, aby sprawdzić firewalla w komputerze. Chociaż pewny byłem, że błąd nie leżał po mojej stronie, faktem pozostawało, że ten skonfigurowany był tak, aby odrzucać wszystkie połączenia, których sam nie zainicjowałem. Zakończyłem więc rozmowę z miłym panem po drugiej stronie słuchawki, wyłączyłem firewalla i upewniłem się w przekonaniu, że problem nie leży po mojej stronie łącza.
Zadzwoniłem więc ponownie. Przytoczę tutaj fragment rozmowy:
- : Jakiego systemu Pan używa?
- : Teraz mam przed sobą Linuksa.
- : Doskonale. Proszę więc włączyć terminal i wpisać eftepe.
Po pewnym czasie pan ów uwierzył chyba wreszcie, że naprawdę coś zepsuli i obiecał wysłać technika, który przypatrzy się lokalnym serwerom. Po kilku dniach zaczęło działać ponownie, nie raczyli jednak zadzwonić, by o tym poinformować.
Jeżli chodzi o przyczynę - okazało się, że ruch w mojej miejscowości obsługiwały dwie przynajmniej maszyny - jedna zarządzała portami 80 i 443, podczas gdy druga resztą. Dzięki temu awaria tej drugiej nie oddziałowywała na tę pierwszą, przez co większość użytkowników (dla których Internet to niebieskie 'e' na ekranie) nawet nie zauważała problemu. I przyznać muszę, że tak zaawansowanej struktury sieci po tym ISP się nie spodziewałem, informacja ta (której oczywiście nigdy nie miałem okazji zweryfikować, jedak w pełni pasuje do teorii, które toczyłem w czasach niedziałania portów społecznościowych, jak zwykłem je od tego czasu nazywać) mile mnie zaskoczyła.
Druga moja przygoda z help-deskiem miała miejsce wczoraj i dotyczyła oczywiście wspomnianej na początku Neostrady. Jeszcze nawet jej nie zainstalowałem, gdy już zmuszony byłem dzwonić na linię pomocy :) .
Zachęcony poprzednimi bojami z aparatem telefonicznym podniosłem więc słuchawkę i pierwszy szok - usłyszałem (musisz bowiem wiedzieć, że do niedawna również telefonu nie udostępniała mi czteroliterowa firma) "Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją"... nie, wróć. "Telekomunikacja Polska SA, cały świat stoi przed Tobą otworem" albo coś w tym stylu. Przyznaje, że byłem zbyt zaskoczony, że aparat sie do mnie odzywa bez pytania, aby pamiętać, cóż przemawiał.
Wybrałem więc odpowiedni numer. Usłyszałem tedy:
Jeżeli chcesz uzyskać pomoc związaną z usługą Neostrada TP, wybierz jeden.
Jeżeli chcesz uzyskać pomoc związaną z usługą Livebox TP, wybierz dwa.
Jeżeli chcesz uzyskać pomoc związaną z usługą cośtamVideo, wybierz trzy.
W obawie, że zapomnę, który numer mnie interesuje, i że automat rozmawiać może ze mną długo, proponując również usługi seksulane albo niskoprocentowe pożyczki, wdusiłem jeden.
Wtedy z kolei usłyszałem, że trwa oczekiwanie na połączenie z konsultantem oraz że czas oczekiwania jest bezpłatny (och, jakaż to łaska z ich strony!). Następnie usłyszałem muzykę, której nuty niestety nie pamiętam. Jeżeli ktoś dyspnuje tym utworem, niech nie omieszka mi go podesłać, bedę wdzięczny.
Następnie wreszcie odezwał się konsultant, którego tradycyjnie nazwiska nie dosłyszałem (oni chyba specjalnie tak mówią, aby później było ich trudniej zidentyfikować). Rozmowy nie przytocze, gdyz większego sensu to nie ma. Powiedzieć za to muszę, że byłem przez owego pana traktowany wyjątkowo miło. Nie jestem tylko pewien, czy od razu poznał, że ma do czynienia z kimś znającym sie trochę na rzeczy, czy może zwyczajowo mówi rozmówcom o PPPoA, PPPoE, ATM, link-upach i innych diabelskich wynalazkach. W każdym razie informacji udzelił mi dokładnie takich, jakich oczekiwałem, nie wybrzydzając przy tym i nie traktując mnie z nietaktem.
Podsumowując więc tę notkę - jakkolwiek zwyczajowo na TPSA się narzeka a numer 0 800 102 102 posyła do wszystkich diabłów - ja jestem mile zaskoczony. Po prostu - przedstawili mi się ze swej dobrej strony i jeszcze nie mam powodów, aby narzekać. Żywie również nadzieję, że nie dostarczą mi ich rychło.
PS. Błędy ortograficzne oraz literówki w powyższych słowach są niezamierzone, cytaty zaś przytaczane z pamięci i mogą odbiegać (nie-)znacznie od prawdziwych. jednak bez uszczerbku dla sensu.
Komentarze