Zbliża się koniec roku kalendarzowego, w związku z czym kolejne blogi zalewane są wpisami podsumowującymi. Jedni napiszą co im w tym roku się osiągnąć udało, a czego – z planowanych lub podjętych rzeczy – nie. Inni napiszą listę rzeczy, które chcieliby osiągnąć w nadchodzącym roku. Ktoś napisze, ile kilogramów i siwych włosów mu przybyło. Wpasowując się w tę konwencję, również ja piszę notkę podsumowującą. Nie będzie jednak osobiście, gdyż zająć chciałbym się albumami, które zostały wydane w powoli upływającym roku. Przyjąłem konwencję pisania o albumach w kolejności chronologicznej i jedynie tych wykonawców, których poprzednie dokonania znałem i od czasu do czasu słuchałem (stąd też na listę nie załapały się: nowy album Sonata Arctica, wcale niezły debiut płytowy [ i ] – Przedpisk –, Homoxymoronomatura, którą przesłuchałem tylko ze względu na sentyment do Paktofoniki, oraz kilka innych, o których po prostu nie mam ochoty pisać). Ostrzegam, że opinie będą krótkie, chaotyczne, tendencyjne i pisane przez pryzmat poprzednich albumów danego wykonawcy. Ale nic to, tragedię czas zacząć.
Prócz narzekania na komercjalizację najbliższych świąt, zauważyłem też na Joggerze notki o znacznie ciekawszym motywie przewodnim: opowieści o swoim odejściu od religii i przejściu na ateizm. Ponieważ podobno też jestem ateistą, wpasuję się do tej konwencji i krótko opiszę swoją historię.
Podobnie jak Michał, urodziłem się w rodzinie „wierzącej niepraktykującej” (znaczy rodzice mają zdaje się wszystkie sakramenty poza ślubem kościelnym; mama chodzi do kościoła 11 listopada, ale raczej z pobudek patriotycznych niż religijnych), moje imię zaczyna się na literkę „m” a ważę więcej niż przeciętny homo sapiens rodzaju męskiego w moim wieku i o moim wzroście. Jednak moi rodzice to całkiem mądrzy ludzie i stwierdzili, że jak będę dorosły, sam, świadomie, wybiorę wiarę, którą będę chciał wyznawać. Z tego powodu jestem nieochrzczony. Innych sakramentów nie przyjąłem ze względu na niespełnione zależności.
Ruby Gloom to wcale nowy (pierwsze odcinki wyemitowano w październiku ubiegłego roku; pierwsza seria wciąż nie została ukończona) serial animowany produkcji kanadyjskiej. Tytułową bohaterką jest dziewczynka o wściekle czerwonych włosach, która wraz z grupką przyjaciół mieszka w zamku na wzgórzu nieopodal Gloomsville.
Swoją nietypowość i moją sympatię bajka zawdzięczna obecnym postaciom oraz rodzajowi humoru.
Ruby i grupka jej przyjaciół to istna galeria osobliwości. Hard-rockowy muzyk o dwóch głowach, dziewczynka-cyklop, trio kruków – Edgar, Alan i Poe (aluzja wydaje się oczywista), z czego jedynie ten ostatni uzyskał niestandardową osobowość –, kościotrup z nieprzeciętnie dużą głową Czaszka oraz moi ulubieńcy – Makabra (ang. Misery) i czarna kotka Fatum (ang. Doom). Kotka jak kotka, szczególnie rozmowna nie jest, a i własnymi drogami chodzi. Ale jak to robi! – jej animacja stoi na najwyższym poziomie i jest wprost urzekająca. Makbra zaś jest wiecznie smutną i płaczącą (strugi łez są stałym elementem jej wyglądu) kobietą (dziewczyn(k)ą?) o długich, kruczoczarnych włosach, ubraną w staromodny strój żałobny. Spotykają ją wszystkie możliwe nieszczęścia, co zapewne jest dziedziczne – członkowie jej rodziny byli obecni przy dosłownie każdym wielkim nieszczęściu, który nawiedził ludzkość (kataklizmy, wojny, zarazy). Co więcej, w każdym miejscu w którym się pojawi, słońce natychmiast przykrywają ciemne chmury. Prócz tego sypia na łóżku z gwoździ (charakterystyczny atrybut każdego fakira). Nie trudno zauważyć, że otaczają ją same odrażające istoty (wszechobecne pająki) oraz inne symbole rozkładu i zgnilizny. Nie oznacza to jednak, że jest zła.
Bajka jest zdecydowanie kierowana dzieci – przypadnie do gustu raczej nielicznym dorosłym i młodzieży. W związku z tym, pomimo oczywistych aluzji do popularnej wśród młodzieży kultury mroku (że pozwolę ją sobie tak nazwać na potrzeby chwili; charakterystyczne jej atrybuty to ciemne ubrania i nastrojowa muzyka), próżno szukać w niej choćby cienia szyderstwa (co nie przeszkadza lekkiej nutce ironii). Wszystkie postaci są dla siebie miłe i serdeczne, ich działania są szczerze beziteresowne. Język używany przez bohaterów jest nieskomplikowany (np. Ruby zrobiła wielkie oczy na dźwięk słowa nikczemny). Czyni to jednak bajkę na swój sposób urokliwą.
Szczególnie do gustu przypadły mi dialogi prowadzone przez bohaterów. Z pamięci przedstawię kilka z nich:
<Irys> Czaszko, co robisz?
<Czaszka> Chciałbym to wiedzieć. Znaczy: chciałbym ci powiedzieć. Ale to ściśle tajne.
<Ruby> Bądźmy szczerzy – nie potrafię śpiewać. Ale mogę zostać waszym menadżerem. Pierwsze co bym zrobiła, to wyrzuciła siebie z zespołu.
<Czaszka>Poe, musisz mi pomóc! Chcę zrobić projekt naukowy i wygrać Złotą Zlewkę.
<Poe> Ok, Czaszko, a co już masz?
<Czaszka> Dobre chęci.
Premierowe odcinki Ruby Gloom emitowane są na kanale dla dzieci ZigZap w poniedziałki, wtorki i czwartki o 16.00 oraz w środy, piątki i niedziele o 19.15.