Jogger Minia

Strona w permanentnej budowie.

Ayreon — 01011001

Informacje o wpisie.

Opublikowano 11 lutego 2008 o 15:24:19 w kategoriach: Słowo usłyszane.

1 komentarz; Góra strony.

Trackback; Poprzedni wpis; Następny wpis.

Na kolejny album Arjena, wydany pod szyldem Ayron, fanom przyszło czekać niecałe 4 lata. Po cudownym The Human Equation, któremu poświęciłem nawet bardzo trywialną notkę, i od którego właściwie zacząłem (trochę ponad pół roku temu) swoją przygodę z uniwersum stworzonym przez duńskiego muzyka, wydany został album o trochę enigmatycznym tytule 01011001. Akurat na Joggerze wszyscy wiedzą, że jest to kod binarny, który odpowiada liczbie 89, ta zaś literze Y w kodzie ASCII. Natomiast osoby zaznajomione z twórczością Arjena natychmiast skojarzyć to powinny z planetą Y, z której wywodzi się znany i lubiany Forever. Odpowiada to podziałowi dwupłytowego (Y i Earth) albumu, którego akcja dzieje się kolejno na planecie Y i Ziemi. Przynajmniej w teorii.

Album w zamyśle ma przedstawiać, w jaki sposób skrzyżowały się drogi mieszkańców planety Y i ziemian. Od razu zaznaczam, że dalsza część tej krótkiej recenzji będzie obfitowała w spoilery. Tak więc wszyscy którzy nie chcą psuć sobie zabawny z poznawania kolejnych elementów fabuły, powinni w tym momencie przestać czytać. Tych, którym podobały się poprzednie dokonania Arjena i tak zachęcać nie trzeba. Tym, którym się nie podobały, ten album również nie przypadnie do gustu.

Wracając do fabuły: album w zamyśle ma przedstawiać, w jaki sposób skrzyżowały się drogi mieszkańców planety Y i ziemian. Słuchacz obserwuje więc, jak mieszkańcy planety Y decydują się porzucić swoje emocje, oraz jak żałują tego czynu. Chcąc go odkręcić, decydują się przemierzyć wszechświat w poszukiwaniu planety zdatnej do zasiedlenia. Planetą ową okazuje się oczywiście Ziemia, zamieszkana jednak przez dinozaury. Foreverianie, nie mogąc czekać dłużej, decydują się na eksterminację mieszkańców Ziemi, zastępując ich nowym, humanoidalnym gatunkiem. Oczywiście nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej, decydują się więc wspomóc trochę ludzi w ewolucji, która postępuje zbyt wolno. Okazuje się to drugim błędem Foreverian, w wyniku którego ludzie otrzymują środki, do użycia których zdecydowanie nie dojrzeli. Zamiast pielęgnować piękno i mądrość, niszczą siebie i własną planetę. Mieszkańcy planety Y, przerażeni konsekwencjami swojego czynu, decydują się udzielić ludziom jeszcze jednego daru — możliwości przesyłania pewnych wizji wstecz w czasie. W ten sposób powstaje projekt The Final Experiment, który jednak nie ocalił ludzkości. Album kończy się wizją zgładzonej Ziemi. Jednak jeden z jej mieszkańców dogorywa a Czerwonej Plancie...

Tak w skrócie przedstawia się fabuła 01011001. Jak widać, główną oś wydarzeń stanowią wydarzenia bezpośrednio związane z mieszkańcami planety Y. Upadek, nadzieja, nieprzemyślana i tragiczna w skutkach realizacja zamiaru ocalenia siebie — mówiąc skrajnie skrótowo. Historia ta jednak jest przeplatana również historią kilku ludzi: bezimiennego kierowcy ciężarówki, dwoje użytkowników internetowego serwisu randkowego, chorego umysłowo pacjenta szpitala psychiatrycznego oraz naukowców realizujących The Final Experiment. Niestety, połowa postaci ma się nijak do całości, co uważam za ogromną wadę. Kierowca ciężarówki twierdzący, że wszyscy wiemy, ale nie połączymy kropek stanowi dla mnie największą zagadkę albumu — sprawia wrażenie, jakby uciekł z innego dzieła i przypadkowo znalazł się w 01011001. Podobnie bohaterowie portalu randkowego. Chorego Mr. L można wpasować w całość, gdyż w swych snach wciela on się w postaci odgrywane przez Arjena na poprzednich albumach Ayreon. W ten sposób twórca projektu stanowi klamrę spinającą całość, element wspólny. Nie zmienia to jednak faktu, że załamuje on chronologię, gdyż wpleciony jest między Foreverian odwiedzających swoje dzieci w śnie a Foreverian przyśpieszających ewolucję ludzkości. W odpowiednim sobie miejscu i czasie znajdują się jedynie naukowcy.

Brzmieniowo album najbardziej przypomina Universal Migrator Part 2: Flight of the Migrator, czyli mówiąc frazesami: jest bardzo „progresywny”, z długimi wstawkami zapewnionymi przez elektroniczne gitary i klawisze na czele. Wyjątek stanowią utwory, których głównymi bohaterami są ludzie, które bardziej przypominają urzekające fragmenty z The Human Equation (chociażby Day Seven: Hope). Ten kontrast stanowi największą wadę albumu: dysproporcja pomiędzy fragmentami „ludzkimi” a progresywnymi jest zbyt duża. Fragmentów elektronicznych jest zbyt dużo, są do siebie zbyt podobne a w efekcie nużące. Do tego przedstawiona historia Foreverian spokojnie zmieściłaby się na wyładowanej po brzegi płycie, co fabule wcale by nie zaszkodziło, biorąc pod uwagę mój zarzut o nieadekwatności utworów mówiących o ludziach. Wydaje mi się, że albumowi na lepsze by wyszło, gdyby został podzielony tak, jak Universal Migrator — na część progresywną i część melodyjną.

Na marginesie dodać muszę swoją teorię genezy tej dysproporcji. W uniwersum Ayreon mieszkańcy planety Y są bytami pozbawionymi emocji. Ponieważ jednak uniwersum tworzone jest przez człowieka (wiem, truizm), Foreverianie przedstawiani są bardziej jako ludzie pozbawieni emocji — czyli ludzie niepełni. Tym samym z muzycznego punktu są oni bardziej ograniczeni. Uważam jednak, że autor się tutaj znacznie pomylił — byty pozbawione emocji mogą być równie, a może nawet bardziej, różnorodne co ludzie, jednak różnorodności tej nie udało się uchwycić Arjenowi. Oczywiście nie winię go za to, gdyż dla przeciętnego człowieka jest to totalna abstrakcja. Do potwierdzenia tezy, że nigdy nie należy starać się wczuwać w rolę kogoś lub czegoś, czego nie zna się zupełnie z doświadczenia — każda próba musi być w pewnym stopniu nieudana.

Wracając do opisu albumu, nie mogę nie przyczepić się jeszcze do kilku zgrzytów. Po pierwsze liczba Foreverian jest przytłaczająca (10 osób!). W rezultacie nie są to posiadające stałe cechy jednostki, a po prostu jednostki, które różnią się tylko płcią. Gdyby partie liryczne dowolnego jednego śpiewał dowolny inny, album by na tym zupełnie nie ucierpiał. Niedobrze.

Inne wady znajdują się w samych tekstach. Pomijając tutaj kobiecy głos z inauguracyjnego Age of Shadows (znacznie bardziej pasowałby tam chór), wersy

Downloading all the latest files
Peer-to-peer, the torrent flows into my lap

są po prostu zabawne. Podobnie:

Do we have the right to create life?
And do we have the right to take it? Yeeaah

Rozumiem, że dodanie ostatniego wyrazu było konieczne do zachowania rytmiki, ale do diabła — dlaczego rytmika kosztem przekazu?!

Wydaje mi się, że poruszyłem wszystkie istotne dla mnie kwestie związane z tytułowym albumem. Podsumowując, nie spełnił on nadziei, które w nim pokładałem. Ale być może oczekiwałem zbyt dużo. Niezależnie od tego, jak już napisałem — fani i tak rzucą się na album z wywieszonymi językami, a przeciwnicy nie zaszczyca go nawet przelotnym rzutem oka.

PS. Chaos w notce niezamierzony ;) .

Komentarze

Ja się czepnę odnośnie wrzuconych na pozór od czapy "ludzkich" historii o 01011001. Otóż, jak to zwykle u Arjena, nie jest to żadna wpadka, a bardzo konsekwentne operowanie "metafizyką" zawartą w projekcie Ayreon. Choćby opowieść o kierowcy ciężarówki, typowego przedstawiciela klasy robotniczej, który na potęgę ściąga z internetu nielegalne dane i zażywa pigułki nasenne - czy nie jest on podobny do Forevera, który poprzez brak uczuć zrównany jest z resztą swoich pobratymców, połączony jest z utrzymującymi go przy życiu maszynami, które stymulują chemicznie jego funkcje życiowe (odpowiednik tabletek) i przekazują niezliczone ilości danych (odpowiednik torrentów). Podobnie w "Web of lies" - dwoje ludzi niejako przelewają swoje uczucia w Internet, który stanowi dla nich pewien cyfrowy pomost... Czy naprawdę różnią się tak bardzo od swoich stwórców. Co do Mr L., to z nim sprawa jest bardzo ciekawa - jest on zarówno hipisem z Into The Electric Castle, jak i "zbawicielem", o którym Merlin wspomina pod koniec The Final Experiment. Mr L właściwie jest klamrą spinającą poprzednie albumy (ciekawostka - Futureman z ITEC oraz Colonist z UM to także ta sama osoba). To tak tytułem wyjaśnienia. Poza tym, recenzja bardzo dobra.

Poniższy formularz służy do wysyłania komentarzy. O ich strukturę i prezentację dba Markdown.

Komentarze stanowią wyłączną własność autorów, choćby zaznaczono inaczej. Również autorom przysługuje wyłączne prawo do ich modyfikacji.

Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy.

Śledzenie wątku: