Jogger Minia

Strona w permanentnej budowie.

Maria Kuncewiczowa — Cudzoziemka

Informacje o wpisie.

Opublikowano 07 kwietnia 2008 o 17:07:56 w kategoriach: Słowo przeczytane.

0 komentarzy; Góra strony.

Trackback; Poprzedni wpis; Następny wpis.

Róża jest główną bohaterką Cudzoziemki Marii Kuncewiczowej. Czytelnik poznają ją, gdy jest już stara (ma wnuka w wieku szkolnym; 60-70 lat). W jakiejś bliżej nieokreślonej sprawie udaje się do córki Marty, której jednak — wbrew obietnicy — nie zastaje w domu.

Róża to dumna i silna kobieta. Wychowana na skrzypaczkę, nauczona swojej wyższości nad motłochem, zaślubiona ze swoim przeciwieństwem, niekochająca męża ani córki (w opozycji do synów darzonych nadmiernym uczuciem), bezwzględna i nieznosząca sprzeciwu — jak cytuje moja kojaciółka: „suka”. Domem gospodarzy na zasadzie terroru, przyczyniając się tym do nieszczęśliwości domowników.

Cudzoziemka, jak każda szanująca się powieść psychologiczna, dużą uwagę zwraca na przeszłość bohaterów: ujawniona jest geneza każdego ze zwyczajów, historia powstania każdej niemal czynności postaci. Autorka decyduje się na dwutorowość akcji — jeden dzień z życiorysu bohaterki, który opisuje książka, w gruncie rzeczy jest zapisem całego jej życia: na zasadzie skojarzeń przytaczane są najważniejsze fakty z życia Róży, od kiedy była dziewczynką, poprzez wiek kobiecy i okres matczyny po starość.

Z punktu widzenia psychologii, książka nie zawiera niczego nowego, nie wprowadza ani jednego ważkiego motywu do nauki o psyche człowieka. Nie jest to książka uniwersalna, ale tym bardziej nie banalna — psychika Róży jest spójna i wiarygodna.

Bohaterka się zmienia. Zauważa, jak nieszczęśliwe życie prowadziła do tej pory, jak unieszczęśliwiała rodzinę. W wyniku zmiany pozwala pofolgować najbliższym, córce wyjawnia: Ani ambicja, ani sztuka, ani podróże, ani bogactwo — uśmiech jest niezbędny do życia.. Autorka daje imperatyw: żyj tak, żeby żyć szczęśliwie. Narzucanie ludziom swej woli (Róża była niewolniczką decyzji ciotki) ich bynajmniej nie uszczęśliwia, Róży (narzucającej) również szczęścia nie przyniosło. Bohaterka nie ugina się jednak pod ciężarem zmarnowanego życia, jest kobietą czynu i decyduje się na próbę rehabilitacji. Nierozwiązana pozostaje kwestia, czy osiąga ją w oczach innych — u kresu książki zdaje się jednak być szczęśliwa.

Czy jednak właśnie o wspomniany imperatyw chodzi? Czy nie da się tutaj zastosować bardziej ogólna zasada, mianowicie że człowiek idealizuje wszystko to, czego nie ma? Róża całe swoje życie podporządkowuje pewnym wartościom, jest zafascynowana wszystkim tym, co oferuje jej odmieniona hierarchia owych — nie jest w stanie obiektywnie jej ocenić, zbyt krótko ją stosuje. Z pewnością nie jest pozbawiona wad, tych jednak Róża, na chwilę końca książki, nie poznaje i nie uświadamia sobie.

Rozwinięty jest wątek młodzieńczej, nieszczęśliwej, a i pierwszej miłości bohaterki — jest ona widmem mającym rozstrzygający wpływ na decyzje Róży dotyczące spraw najważniejszych. Wątek do pewnego stopnia niewiarygodny, przepełniony romantycznym idealizmem. Sugeruje, jakoby pierwsza miłość była tą jedyną prawdziwą, co przecież jest możliwe tylko u pewnej grupy szczególnych jednostek. Autorka nie zwraca na to należytej uwagi (co jest niekonekwencją względem pozostałych rozdziałów), wydźwięk zakończenia brzmi: tylko w pierwszej miłości można osiągnąć szczęście; co jest oczywistą bzdurą. Chyba że — nie jest.

Wątek z Gerthardtem, królewieckim lekarzem, który okazuje się być Michałem (pierwszym obiektem westchnień bohaterki) jest nierealny, a przynajmniej przedstawiony zbyt bajkowo. Za każdym razem gdy czytam coś podobnego, wydaje mi się, jakby w wykreowanym świecie istniała garstka ludzi — nie spotkałem się jeszcze, żeby autorowi udało się uchwycić owe olbrzymie zaskoczenie, które musi towarzyszyć spotkaniu niewidzianego przez wiele lat znajomego w najmniej spodziewanym miejscu. Do tego przewidywalny.

Książka reprezentuje rzemieślnicze podejście w warstwie psychologicznej, a w moralnej nie mogę się z nią w pełni zgodzić, więc polecić. Warsztat literacki nie jest zły, ale czasem brakuje polotu. Książka do przeczytania w dwa wieczory, ale niegodna umieszczenia na reprezentacyjnej półce domowej biblioteczki.

Komentarze

Poniższy formularz służy do wysyłania komentarzy. O ich strukturę i prezentację dba Markdown.

Komentarze stanowią wyłączną własność autorów, choćby zaznaczono inaczej. Również autorom przysługuje wyłączne prawo do ich modyfikacji.

Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy.

Śledzenie wątku: