Szkic komentarza do traktatu o władzy Makiawelego
Informacje o wpisie.
Opublikowano 31 marca 2009 o 08:38:17 w kategoriach: Myśli i rozważania, Słowo przeczytane.
Krótki traktat o księciu i księstwach autorstwa Mikołaja Makiawelego wywołał niemałe kontrowersje, zapisując się w historii lepiej niż dowolne inne dzieło znamienitego Florentyczyka. Broszurka została uznana za niemoralną i w zaledwie czterdzieści lat po publikacji trafiła na czołowe miejsca list prze… indeks ksiąg zakazanych. Od nazwiska autora do języka potocznego oraz psychologii przedostał się termin „makiawelizm”, chociaż wśród badaczy tego okresu historii wciąż otwarta jest kwestia, czy sam Makiawel był makiawelistą; to jest kimś konsekwentnie dążącym do celu, nieprzebierającym w środkach, nie stroniącym od zdrady, dwulicowości i okrucieństwa; wyrachowanym, zimnym, przebiegłym, podejrzliwym i podstępnym manipulatorem (ale i nie sposób nie dodać: piekielnie inteligentnym).
Wyraz ten jest zdecydowanie nacechowany negatywnie. Czy jednak w Księciu Makiawel faktycznie przedstawia poglądy przykładnego immoralisty?
Niezbędnym jest dla księcia, który pragnie utrzymać się, aby potrafił nie być dobrym i zależnie od potrzeby posługiwał się lub nie posługiwał dobrocią.
Machiavelli, Niccolò. Książę. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1987, s. 80.
Z tego krótkiego zdania częstokroć wnioskuje się, że Książę powinien działać poza moralnością, naginać ją do swych potrzeb. Cudnie jest wybierać z cudzych pism te słowa, które potwierdzają przedstawianą ideę i uznawać ją w ten sposób za dowiedzioną. Aby więc nie zostać oskarżonym o manipulację, wypada podać szerszy kontekst. Np. kilka zdań rozpoczynających akapit następujący po kolejnym:
Wiem, że każdy przyzna, jakoby było najchwalebniejszą rzeczą, aby książę posiadał te z wymienionych powyżej cech, które uważa się za dobre. Gdy jednak ani ich mieć, ani w pełni posługiwać się nimi nie można, ponieważ nie pozwalają na to stosunki ludzkie, przeto książę musi być na tyle rozumny, aby umiał unikać hańby takich tylko wad, które by pozbawić go mogły panowania, a innych, które mu tym nie grożą, wystrzegać się o tyle, o ile jest to możliwe;
ibidem, s. 80-81
Słowa te wyraźnie świadczą, że Książę nie ma być niemoralny — ma być niecnotliwy (nie ma próbować być świętszym od papieża), a moralny do tego stopnia, do którego jest to możliwe. Doskonale obrazuje to także zdanie z XVIII rozdziału:
[Książę] nie powinien porzucać dobrego, gdy może, lecz umieć czynić zło, gdy trzeba.
ibidem, s. 88
Subtelna różnica która zaginęła przy kolejnym przekazie ustnym. (Oczywiście kwestią otwartą jest, na ile słowa te faktycznie wyrażają opinię Makiawela, a na ile są wentylem bezpieczeństwa powstałym aby pismo uchronić przed wyklęciem. Biorąc jednak pod uwagę, że traktat ma jednego konkretnego odbiorcę i nie był pisany z myślą o publikacji (inaczej nie doszło by do niej dopiero po śmierci autora), zarzut ten ma chwiejne podstawy. Poza tym lepiej dawać się okradać niż otaczać strachami na wróble.)
Rzekomo na amerykańskich uniwersytetach prowadzone są praktyczne zajęcia z makiawelizmu. Wybrane fragmenty wykorzystywanych poradników mogą wzbudzać przerażenie, co wypływać miałoby z piętna którym obarczony jest sam makiawelizm. Tymczasem społeczeństwo amerykańskie jest nazywane indywidualistycznym, podczas gdy jest egoistycznym, i jestem dziwnie przekonany że sam Makiawel byłby zdruzgotany czynami pijawek żywiących się jego dziełem.
Podczas czytania traktatu daje się zauważyć, że autor nie przedstawia wprost celu państwa rządzonego przez Księcia, tak jak czynili to starożytni filozofowie. Stąd wysuwa się wniosek, że celem Księcia jest jakaś noumenalna władza sama w sobie. Cóż, zwykła uczciwość wymaga by sądy o czymś formułować dopiero po, choćby powierzchownym, ale całkowitym zapoznaniu się. Tymczasem ludzie głoszący przytoczoną opinię najwyraźniej nie doczytali traktatu do końca, uznając jego ostatni rozdział za zbyt nudny lub stawiając mu inne zarzuty deprecjonujące go. Zaś sam jego tytuł brzmi: Wezwanie do objęcia przewodnictwa w Italii i uwolnienia jej z rąk barbarzyńców. To wyraźnie tłumaczy jaki cel przyświecał autorowi. A że nie wspomina o nim na początku ani nie przypomina oń na każdym kroku? Najwyraźniej nie uznał tego za konieczne. Ponadto rozdział ten jest pełen słodzenia Wawrzyńcowi z rodu Madyceuszy, a we fragmentach o ministrach i pochlebcach Makiawel wyraźnie daje do zrozumienia co myśli o takich czułych słówkach. Poza tym, jako przykładny nauczyciel, mógł woleć najpierw przekazać wiedzę a dopiero potem własną o niej opinię.
Żadnego czynu nie wolno odrywać od jego kontekstu historyczno-kulturowego (chociaż już w innym miejscu stwierdziłem, że zwrot „kontekst kulturowy” z konieczności zawiera w sobie konteksty historyczny i geograficzny), co nazywa się hermeneutyką, a przeciwieństwo czego próbuje się robić z Księciem. Traktat został napisany w 1513 roku, czyli w 60 lat po ostatecznym upadku Imperium Romanum. Cesarstwo od wieluset lat karłowaciało, upadając w Italii około milenium wcześniej, by na niedługo przed urodzinami Makiawela ostatecznie zakończyć swój przeszło dwutysiącletni żywot. Autor był świadom znikomej wagi rozdrobnionych Włoch na politycznej mapie Europy (lub nawet świata, biorąc pod uwagę że żadne z księstewek z Półwyspu Apenińsiego nie brało udziału w wyścigu kolonialnym) i ich niegdysiejszej nadzwyczajnej potęgi. Wystarczy wspomnieć, że Książę powstał gdy Machiavelli był w trakcie tworzenia swego monumentalnego dzieła pod tytułem Rozważania nad pierwszym dziesięcioksięgiem historii Rzymu Tytusa Liwiusza — więc braku wiedzy historycznej z pewnością nie można mu zarzucić.
Wracając więc do mojego głównego przedmiotu, krzywdzące jest wkładanie w usta Makiawela słów cel uświęca środki
. Albowiem nawet jeśli gdzieś one padają (czego sobie nie przypominam), autor z całą pewnością miał na myśli że istnieją cele uświęcające środki. Ale wielce wątpliwe, by wynikały z potrzeb innych niż transcendentne, co uskutecznia się na wspomnianych amerykańskich uniwersytetach.
Komentarze