Słudzy szatana wywołali wielki pożar w wielkim mieście
Informacje o wpisie.
Opublikowano 15 kwietnia 2009 o 19:51:36 w kategoriach: Ogólne.
Zwykły wiosenny dzień. Kolejny cud powracającej do życia po zimie przyrody. Bezchmurnego nieba nie mącą najdrobniejsze chmurki, a lekki wietrzyk orzeźwia rozpalone twarze. Zielona trawka, latające motylki i pszczółki radośnie skaczące z kwitnącego kwiatka na kwitnący kwiatek. Co prawda jest żałoba narodowa, niby jest kryzys, ale te smutne wydarzenia wydają się jakby odległe, obce, niedzisiejsze. Matka Natura zdecydowanie nie zaprząta sobie nimi głowy i robi wszystko, żeby i na ludzi spłynęło trochę z jej beztroskiej swawoli zabarwionej nutką niefrasobliwości. Przynajmniej tak wygląda dzisiejszy dzień na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości jednak słońce już niedługo zasłonią atomowe czarne chmury pełne złej nowiny. Wkrótce potem pszczółki przeniosą swe zainteresowanie z kwiatków na ludzi, a najpiękniejsze róże wykształcą najostrzejsze kolce. Zielona trawka ulegnie pustyni, której bezwzględność może zostać przerośnięta tylko przez jej bezkres. Okaleczone, zmaltretowane i wynędzniałe resztki tego, co niegdyś dumnie nazywało się człowiekiem, będzie modliło się do Śmierci aby przyniosła mu ukojenie i zakończyła to, co nikomu nie śniło się w najgorszym koszmarze. Nikt nie będzie pamiętał o motylach.
Czy powyższe wizje są chorą fantasmagorią obłąkanego umysłu, a może niezbyt wyrafinowaną prozą inspirowaną Apokalipsą? Gorzej — są przepowiednią tego co już niedługo stanie się najszczerszą i najbardziej znienawidzoną rzeczywistością; są tym, czego początki i przyczyny obejrzeć można było w wyemitowanym dzisiaj 1666. odcinku telenoweli Klan.
Pawełek. Zosia. Dzieciaki Michała. Najmłodsza córka Grażynki, jak jej tam było. Imiona są nieistotne, chociaż mogłyby być zapisane na kamieniu węgielnym wmurowanym w fundamenty Świątyni Zniszczenia. Właśnie ich młoda i niewinna krew była niezbędna do odprawienia rytuału tak bluźnierczego, że samego Św. Sekariusz odepchnęłoby z obrzydzenia. Rytuału tak destrukcyjnego, że twórcy Necronomiconu postanowili wyrwać i spalić każdą stronę, która chociaż sugerowała jego istnienie. Rytuału tak starego, że wielu wydawał się jedynie legendą, ewentualnie starą hiperbolą mającą przyprowadzić niegrzeczne dzieci do porządku za czasów faraonów. Kiepskie to tłumaczenie, skoro nawet Przedwieczni truchleli na same wspomnienie o nim, a JHWH wpadał w szał z każdą próbą jego wykonania podjętą przez kogokolwiek, czy śmiertelnego czy nie. Lucyper nawet o nim nie wiedział. Samael znał starożytny przepis, ale nigdy nie odważył się sięgnąć po tę ostateczność, wiedząc że nie zdoła utrzymać kontroli nad Piekłem które niechybnie rozpięta. Piekłem! Och, ile wszyscy bogowie by dali, żeby to było tylko Piekło...
Przyszedł nocą. Rodzice dawno spali, dzieci nikt nie pilnował. Nikt też nie zauważył mignięcia noża odbijającego blade światło malejącego po pełni księżyca. Księżyc to dobra metafora. Po ostatniej kwadrze to Ciemność osiągała pełnię. A jego promyk nadziei, biel symbolizująca niewinność, tak idealnie łącząca się z pogrążonymi w błogim śnie niczego nie spodziewającymi się dziećmi. Już niedługo miała być skalana szkarłatem ich krwi.
Chirurgiczna precyzja. Szybkość cięcia. Lekarze mogą sobie mówić co chcą, wiedza naukowa jest niczym przy tej Potędze. Trzy szybkie ruchy zapewniły wycięcie krtani przy jednoczesnym niemal zerowym ubytku tak cennej życiodajnej cieczy. Doskonale wiedział co robi. Trudno wołać o pomoc, gdy nie można wydawać dźwięków. Jednak nieopisany ból natychmiast zbudził każdą z ofiar. Jednocześnie to co zobaczyli było zbyt trudne do zrozumienia i wywoływało konfuzję rychło przeradzającą się w otępienie. Wszyscy go znali. No fakt, nie był zbyt mądry, ale dość sympatyczny i krzywdy by raczej nikomu nie zrobił. A już na pewno nie im, rodzinie!
Dorotka powiedziałaby że w Maciusiu, budzącym litość dzieciaku cierpiącym na zespół Downa, obudził się Antychryst. Naiwna kobieta! Chrystus ledwie niósł swój krzyż, więc jakże mógłby udźwignąć brzemię samego porównania z najciemniejszą Potęgą mroku? Te wszystkie traktaty moralne, Hitler, Stalin, Pol Pot i kogo tylko jeszcze sobie wymarzycie — w porównaniu z tą Potęgą, żaden z nich nie wiedział czym jest zło. Zło tak stare, że kryjące się także w sercu Chrystusa. Fakt, był dobry w tłumieniu go. Albo jego nieświadomy. Czy po prostu głupi. To bez znaczenia, ważne że to zło w nim było — potężne, cierpliwe i co najgorsze świadome. Niczym mistrzowski kuglarz sterujący wszystkim w taki sposób, że nikt nie był nawet świadom że jest jedynie marionetką w teatrze którego epilogiem będzie totalna anihilacja wszystkiego co kiedykolwiek istniało.
Niektórzy zastanawiają się po co. Dlaczego. Idioci. Nie są nawet w stanie zrozumieć tak banalnej fizyki kwantowej, a myślą że będą w stanie zrozumieć Zło! Niektórzy mówią że Zło się po prostu nudzi. Wystawia sztukę zniszczenia — jedynego w czym osiągnęło nieopisaną perfekcję — przed samym sobą. Może tak jest. Cholera wie co Złu strzeliło do tego pojebanego łba przez nieskończenie długie eony istnienia. Może to wszystko faktycznie jest tylko zabawą małego dziecka które z uciechą udaje wypadki samochodowe resoraków. To nieistotne. Ważne, że to właśnie się zaczęło. A zła wiadomość jest taka, że jesteśmy resorakami.
Ciemna piwnica. Kilka postaci w ciemnych szatach. Wprawne i obyte oko rozpoznałoby sylwetki Michała, Jerzego, Rysia i Pawła. Może to wszyscy, może jest tam ktoś jeszcze. Trudno się skupić na liczeniu, gdy uwagę rozpraszają Agnieszka, Ola i Beata. Nieubrane w ciemne szaty, jak ich partnerzy. Właściwie to w ogóle nie ubrane. Wiedźmy, konkubiny diabła, cholerne sukuby, plugawe nierządnice.
Litanii epitetów, z których słuchania z pewnością czerpałyby perwersyjną przyjemność, nie pozwala dokończyć skrzypienie towarzyszące otwieraniu się ciężkich, żelaznych drzwi. Do pomieszczenia wchodzi dziwnie niezmęczony Maciuś taszczący za sobą ciała przerażonych a wspomnianych dzieci. Bezlitosna, nieznośna cisza świdrująca dziurę w mózgu. Żadnego słowa, nawet najdrobniejszego gestu. Tylko niedostrzegalne spojrzenia złowieszczo karmazynowych tęczówek. Drzwi zatrzaskują się z niespodziewaną ciszą, po czym Maciuś kolejno kładzie przelęknione postaci na brudnym, nieociosanym kamieniu, pełniącym najwyraźniej funkcję rytualnego stolika czy czegoś. Specjalistyczne słowa tracą znaczenie gdy ginie ostatnia osoba je rozumiejąca. Matczynie ciepła ręka którejś z rozpustnic koi przerażenie dziecka na sekundę przed tym, jak w jego serce godzi przyozdobiony w piktogramy nóż ofiarny. Stróżka jeszcze ciepłej krwi spływa swobodnie po wyżłobionych korytarzach.
Sytuacja powtarza się z każdym kolejnym dzieckiem. Potwornej rutyny przerażających czynności nie przerywa najdrobniejszy szmer, choćby najpłytszy oddech. Pewnie tak odrażające istoty, którymi gardziłyby nawet najnikczemniejsze biesy piekieł, nie oddychają. Nie ma w nich już niczego co ludzkie, nawet fizyczności.
Po zamordowaniu piątego dziecka znak na podłodze wciąż nie jest pełny. Zdziwienie Maciusia tym faktem przerywa zdziwienie przeszywającym bólem zimnego żelaza tonącego w jego plecach. Złowieszczą ciszę przerywa krzyk przerażenia, wobec którego cisza wydawała się naprawdę niezłą alternatywą. I niech piekło pochłonie każdego, kto kiedykolwiek chociaż przez ułamek sekundy pomyślał o jej zakończeniu. Niech piekło pochłonie nas wszystkich! Pochłonie. Już niedługo.
Powoli spuszczana krew dopełnia piktogram wyżłobiony w podłodze. Gdyby nie wyrachowana posępność reszty sceny, banalny pentagram mógłby wzbudzić uśmiech politowania. A może i w kimś wzbudził. Szczęśliwy, jeszcze się uśmiechnął przed końcem. Swojego życia.
Na wierzchołku każdego z ramion znieruchomiała któraś z zakapturzonych postaci. Ostatnia stanęła w środku, otoczona przez wykonujące wyraźnie sprośne gesty lafiryndy. Wzniosła ręce w górę, podniosła delikatnie głowę i zaczęła mówić. A może śpiewać. Cholera wie. Pewnie sam Lucyper nie ma pojęcia w jakim języku. Przypominał... nie, niczego nie przypominał. Nie był z tego świata. A jeśli był, to zachwyceni pesymiści tańczą z nihilistami z radości że już nie jest. Ten głos nie mógł być zrozumiany, z niczym się nie kojarzył. Nie mógł się z niczym kojarzyć. Ale przywodził na myśl wszystkie najgorsze wspomnienia życia, każdą nawet najdrobniejszą cząstkę bólu, cierpienia i upokorzenia. Nie wzbudzał nienawiści. Nienawiść jest namiętnością wystarczająco silną, by powiększyć serce. A podczas tego czegoś serce zmalało do rozmiarów orzecha i z przerażenia bało się wykonywać swą jedyną pracę. Ale zimno niedokrwionych palców było niczym wobec zimna które miało przysłonić ziemię.
A potem błysk. Oślepiająco jasny, chciałby się rzec śnieżnobiały gdyby nie fakt, że najbielszy śnieg wydałby się przy nim szary. Wyjątkowo odcinka nie zakończył zwiastun fragmentów następnej odsłony serialu.
Komentarze
Miniu, nie wiem co brałeś, ale też to chcę :D
Czy nie powinno być „sługi” zamiast „słudzy”?
tl;dr
świetne. słowa uznania od diabelskiej konkubiny
„Zwykły wiosenny dzień. Kolejny cud powracającej do życia po zimie przyrody. Bezchmurnego nieba nie mącą najdrobniejsze chmurki, a lekki wietrzyk orzeźwia rozpalone twarze. Zielona trawka, latające motylki i pszczółki radośnie skaczące z kwitnącego kwiatka na kwitnący kwiatek.”
———
Jednak wolę początek. Jestem zUy, ale nie do tego stopnia. A myślałem, że Klan to serial familijny… xD
Uhm… Behemoth nagrał nową płytę?