Co się stało z bajkami dla dzieci?
Informacje o wpisie.
Opublikowano 17 kwietnia 2009 o 10:41:47 w kategoriach: Ogólne.
Generalnie nie oglądam telewizora. Jeżeli już mi się zdarzy, zazwyczaj są to mniej lub bardziej wyrafinowane seriale o zabarwieniu komediowym oraz tele-nowele i -turnieje.
Jeszcze rzadziej niż telewizor oglądam filmy. Jakiekolwiek. Chociaż jak spojrzeć obiektywnie, najczęściej zdarza mi się bajki. Mają on ten niepodważalny walor, że ich nieskomplikowanie nie wymaga przesadnej aktywności od skacowanego umysłu, a głównie w tym stanie drzewiej zdarzało mi się oglądać cokolwiek.
Wracając do meritum, nie tak dawno temu sam byłem berbeciem który z otwartymi ustami wpatrywał się z zachwytem w ruchome obrazki na szklanym ekranie. I dlatego tym wyraźniej dostrzegam różnicę między tym co sam oglądałem a tym co dzisiaj oferuje się latoroślom.
Pierwszy przykład — cudowna animacja dla dzieci pod tytułem Gdzie jest Nemo?. Bajka reklamowana na wszystkie możliwe sposoby, w czym nie ma nic złego prócz faktu, że powinno się raczej strzec, niż zachęcać, dzieci przed jej obejrzeniem. Była wprost okropna! Tchórzliwa rybka przemierzająca nieprzyjazny Ocean tylko po to, by u kresu swojej wędrówki ujrzeć śmierć swego pierworodnego. I co z tego że ostatecznie wszystko kończy się szczęśliwie? Dzieci nie potrzebują bodźców emocjonalnych tak silnych by powalić konia — a właśnie taki animacja zaserwowała.
Jak spojrzeć na kalendarz, już cztery lata temu na ekrany kin weszła pierwsza część cyklu Opowieści z Narnii. Oczywiście kolejną ekranizację tej raczej mało znanej w Polsce serii można powiązać z ogromnym sukcesem Harry'ego Pottera, jednak jest to mniej istotne. Co oferuje film? Przewrotną estetykę w kreacjach postaci (to bajka, one mają być idealne!), zdrady, manipulację i ostatecznie śmierć jedynej postaci która mogła uratować magiczną krainę. Żeby tylko śmierć — przed nią jeszcze podręcznikowy wręcz przykład upokorzenia i przemocy psychicznej. Ostatecznie, ponownie, wszystko kończy się szczęśliwie, ale niesmak pozostaje. Po obejrzeniu oboje z mamą stwierdziliśmy, że bajka była okropna.
(Notabene druga część serii, o podtytule Książę Kaspian, mniej zapadła mi w pamięć, co najprawdopodobniej znaczy że jest lepiej przystosowana do niedojrzałych oczu.)
Skoro już wspomniałem o Harrym Potterze, warto dodać że już trzeci film (z aktualnie dostępnych pięciu, acz premiera szóstego już za trzy miesiące) zdecydowanie nie był przeznaczony dla najmłodszej publiczności. Tu i ówdzie dało się przeczytać doniesienia o dzieciakach wychodzących z kin z płaczem.
Wreszcie jest kolejna ekranizacja nie najnowszej już książki, mianowicie Most do Terabithii (nazwa krainy nie ma nic wspólnego z terabitami; etymologia wskazuje raczej na łacińskie Terra — Ziemia), którym uraczył mnie TVN w Niedzielę Wielkanocną. Zwiastuny sugerowały coś wręcz tożsamego ze wspomnianą Narnią — dwójka dzieciaków odkrywa przejście do magicznej krainy. W rzeczywistości dwójka dzieciaków nie ma wśród rówieśników nikogo prócz samych siebie, a Terabitia jest z jednej strony zabawą, z drugiej tajemnicą dostępną tyko im i pieczętującą ich dozgonną przyjaźń. Która zresztą nie trwa zbyt długo, gdyż pod koniec filmu dziewczynka umiera. Chłopaka zaś zostawia się z niewypełnioną pustką po stracie przyjaciółki i postępującą schizofrenią.
Nie to żeby za moich czasów bajki nie były pozbawione tragicznych wydarzeń — w końcu należę do pokolenia którym wstrząsnęła śmierć Mufasy, ojca Simby — głównego bohatera Króla Lwa. Jednak odnoszę zupełnie subiektywne wrażenie, że były one rzadsze i mniej porażające, zaś same bajki miały zdecydowanie bardziej pożądany morał (nie powiem że lepiej widoczny, ponieważ umysł dziecka i tak świadomie nie doszukuje się możliwych interpretacji; ważne, by był on wystarczająco jednoznaczny).
Z popularnych filmów dla dzieci chciałbym za to pochwalić serię o ogrze Shreku, która jest zdecydowanie najbardziej udaną antybajką dekady (a którą również raczył TVN ostatnimi czasy). Przynajmniej nie jest pozbawiona humoru, zarówno tego dostępnego dla każdego dziecka, jak i tego bardziej subtelnego, umieszczonego z myślą o ich rodzicach. Na uwagę prawdopodobnie zasługuje również niedawna ekranizacja (a może ekranizacje? Nie wiem) przygód ulubieńca wszystkich maluchów, Kubusia Puchatka. Tych jednak nie miałem okazji obejrzeć.
Ten wpis nie jest dekadenckim mamrotem kiedyś było inaczej, kiedy było lepiej. Jest on jedynie wyrazem zdegustowania obecną kondycją przemysłu filmowego nakierowanego na najmłodszych. Duża część z wysokobudżetowych, idealnie rozreklamowanych produkcji jest tak okropna, że w życiu nie pozwoliłbym własnemu dziecku (przy pesymistycznym założeniu, że bym je miał) na obejrzenie ich.
Wiem że na Joggerze jest kilka Matek Polek, nie tylko bardziej niż ja zainteresowanych kwestią filmów dla dzieci, ale i zdecydowanie bardziej ode mnie kompetentnych w kwestii wychowania. Gdybym więc mógł nieśmiało zapytać — jak wy postrzegacie ten sektor przemysłu rozrywkowego dla dzieci? Czy faktycznie jest tak źle, czy może wyolbrzymiam i istnieje ogromna biblioteka nowych filmów które bez strachu można włączyć pociesze?
Komentarze
odnośnie nieodpowiednich rzeczy już raz udało mi się cos skrobnąć
jednak z drugiej strony takich Wall.Ego czy Pioruna uważam za jak najbardziej bajki dziecięce
może też odskoczę trochę od naszej kultury, ale w Japonii w anime przemoc jest bardzo częsta. są to tytuły skierowane do innej grupy odbiorców, ale i dzieci mogą je oglądać. nawet z tych w polsce puszczanych anime wystarczy przypomnieć Dragon Balla czy Rycerzy Zodiaku. i taka dygresja – jeśli chodzi o Sailor Moon to np. nie wyemitowano u nas dwóch ostatnich odcinków pierwszej serii ze względu na to, że główne bohaterki tam giną ;)
„...Co się stało z bajkami dla dzieci?...”
...Leżą na półkach w księgarniach i bibliotekach…
Cichy, niski i ciepły głos ojca w połączeniu z wyobraźnią dziecka, załatwią sprawę w 100%...
Chyba nie mogę zgodzić się co do tego, że współczesne bajki serwują nam więcej przemocy niż kiedyś (jeżeli dobrze odczytałam twoją -ekhem ekhem – tezę.
IMHO po prostu kiedyś nie było agresywnych reklam, gier etc. i zabawek w stylu martiksa, dla dzieci więc pewne elementy są naturalne (typu: jak ktoś rabuje bank, to normalne, że przyjdzie policja i go zastrzeli). Dlatego bajki mają więcej ‘ciężkich’ scen, gdyż takie ‘łagodniejsze’ byłyby po prostu nudne i bez sensu. A poza tym film musi się zwrócić ;)
Podsumowując te wypociny – dla dziecka, które otoczone jest agresją, przemocą etc. bilans ‘strasznych rzeczy’ w bajkach jest taki sam jak dla dziecka tym nieskażonego, które ogląda ‘Calineczkę’
Refresh: nie oglądałem produkcji o których mówisz, więc się nie wypowiem. Jeżeli zaś chodzi o anime — trzeba odróżnić „animacje” od „bajek”. Tymi pierwszymi są chociażby otrzymujące prestiżowe nagrody produkcje Bagińskiego — niby krótkie, niby animowane, ale wątpię żeby jakiekolwiek dziecko się nimi zainteresowało. Nie były też tworzone z myślą o dzieciach.
Scandal: czytanie z dzieckiem jest postawą jak najbardziej chwalebną, ale odnoszę wrażenie że nie zawsze wykonalną. Czasami rodzic przytłoczony obowiązkami dnia powszedniego jest po prostu zmuszony znaleźć dla dziecka jakieś zajęcie które będzie ono mogło wykonywać samotnie. A jeżeli jest inaczej, to mam wrażenie że można Ci tylko pozazdrościć (pod tym względem).
Petitum: nie tylko o przemoc chodzi. Także kreację postaci i świata; ogólną prezencję produkcji.
Postawa którą zdajesz się reprezentować — że istnienie zła na świecie uzasadnia bezmyślne serwowanie go dzieciom — jest dla mnie przerażająca. Oczywiście nie można też popadać w drugą skrajność — udawać że świat jest dobrym miejscem i ludzie się wzajemnie nie krzywdzą.
PS. Strasznie negatywnaś w tym komentarzu, tego się po Tobie nie spodziewałem ;P .
Hm, nie o to mi chodziło. Raczej o to, że bajki w jakiś sposób odzwierciedlają naszą ponurą, postmodernistyczną rzeczywistość, której brak idealistycznych aspiracji. Bajka nie ma wychowywać, bajka ma być rozrywką.
Widać nie zrozumiałem ;) .
Można patetycznie stwierdzić, że odzwierciedlając ją, jednocześnie się w niej zamykają i ją ugruntowują, ale pomińmy patetyczne stwierdzenia.
1. Może i bajka nie powstała aby wychowywać (na pewno?), ale nie zmienia to faktu że to robi. Oczywiście nie jest (i nie powinna być) jedynym podmiotem wychowującym, ale nikt mi nie wmówi że oglądane bajki (i zresztą nie tylko) nie mają żadnego wpływu na psychikę i postawy dziecka.
2. Oglądanie bajek o których wspomniałem we wpisie było raczej marną rozrywką.
Bajki (a dokładniej i prawidłowo – baśnie, bo bajki to utwory wierszowane) powstały, by wychowywać (stąd morały). Współcześnie tracą tę rolę. Zupełnie się też zgadzam, że to działa w dwie strony: coś ukazując – coś utrwala komuś w głowie. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o bajki w telewizji, a nie te pełnometrażowe. Tu zgadzam się ze Scandalem:
Cichy, niski i ciepły głos ojca w połączeniu z wyobraźnią dziecka, załatwią sprawę w 100%...
choć niektórzy wolą posadzić dziecko przed telewizorem.
Bajki i basnie od zawsze były nacechowane, że tak to ujmę pierwiastkiem brutalności.
Dowód? Wszystkie bajki i baśnie Andersena, czy braci Grim, w oryginale, albo w bardzo starym przekładzie.
Dlatego nic nowego, że współczesne produkcje, również należą do brutalnych.
Zresztą polskie bajki, na których się wychowałem, typu reksio, też do świętych nie należały.
Wiecie, że w oryginale siostry Kopciuszka odcięły sobie palce u stóp, żeby mogły wcisnąć stopy do pantofelka? Nie wiem jaki dzieci z tego miały wyciągnąć wniosek.
Niektóre obrazki z tej książki do dzisiaj wywołuja u mnie dreszczyk…
Nie… Bajki nie są brutalniejsze. Są po prostu mniej ocenzurowane. Z resztą, spójrzmy prawdzie w oczy, które dziecko dzisiaj zainteresowałoby się Krecikiem albo Reksiem?
Faktem jest,że bajka powinna cieszyć i bawić, ale powinna także rozwijać w dzieciach dobre cechy. Przemocy też nie można unikać za wszelką cenę, bo potrzebne jest to jako materiał porównawczy (dobro i zło). Bo co by było gdyby karmić nasze dzieci tylko „różowymi”, „lukrowanymi” i „słodkimi” historiami? Dzieciak wychodzi na ulicę i …!... rozczarowanie! Zupełnie inna rzeczywistość. Wracając do bawienia, zabawiania i rozrywki, też nie powinno się na tym kończyć. Dlaczego wieszamy niemowlęciu nad łóżeczkiem czy w wózeczku kolorowe, jaskrawe, piszcząco-grzechoczące „ustrojstwa”? Przecież nie chodzi tu tylko o zabawę, a o wykształcanie w nich odruchów „psychomotorycznych” (chyba tak to się nazywa – nie znam się na tym). Jeśli zaś chodzi o czytanie to zgadzam się Miniu, że „wyścig”, w którym uczestniczymy od rana do wieczora dnia codziennego, nie daje zbyt wiele możliwości w kontakcie z dzieckiem. Ale można też z czegoś zrezygnować na rzecz latorośli. To tylko parę lat… ;) Moja córka skończyła kilka dni temu 18 wiosen. Nie mam z nią problemów – Żadnych (sic!)
I już wiem kto mi będzie czytał, jak już oczy odmówią mi posłuszeństwa :)
Scandal: początkowe zniesmaczenie obecnym stanem rzeczy (wpis) zaczynało blednąć przy kolejnych komentarzach, których autorzy zdają się nie widzieć w tym absolutnie nic złego (argumentacja tradycją jest kiepska biorąc pod uwagę, że za czasów Andersena i braci Grimm wiedza o psychice dziecka i racjonalnym wychowaniu była żadna). Ale Twój komentarz jest naprawdę budujący :) .
Mam nadzieję że jak Matki Polki wrócą z pracy dodadzą kilka słów od siebie.
Dzięki Miniu. Jestem cały w „skowronkach”! :)
Praktycznie cały dorobek Disneya opiera się na bajkach o charakterze podprogowo-brutalnym. Ale mówiąc o dzieciach, powinniśmy uściślić granicę, bo faza rozwoju dziecka pięcioletniego, a dziesięcioletniego jest z pewnością inna. Pięciolatek z chęcią posłucha swojego taty, który w pocie czoła stara się wyrecytować pisaną bajeczkę, ale dziesięciolatek woli już sięgnąć po coś mniej dziecięcego. Wydaje mi się, że akurat bajki nie są w tym wypadku jakimś realnym zagrożeniem i istnieje masa innych sfer, które w wyśmienitej, brutalnej większości wpływają na zachowanie dziecka.
Ze swojej strony zwróciłbym jeszcze uwagę na jedną rzecz. Nie tyle na samą przemoc, czy też brutalność, ale na jej formę oraz celowość. Nawet jeśli założyć, że pewna doza agresji ma walory edukacyjne, to trudno to samo powiedzieć o agresji „dla samej agresji”.
Zastanawiam się też o dzieciach w jakim przedziale wiekowym mowa. Tak, czy inaczej, ja bardzo miło wspominam to, jak mama czytała mi Chatkę Puchatka przed snem i baśnie Andersena ;]
@Harry Potter
Bowiem prawda jest taka, że od trzeciej części to przestaje być książka dziecięca. Pierwsza część pisana była dla dzieci- prosty język, skoki akcji, dziury w fabule- nikomu to nie przeszkadzało. Druga już mniej, natomiast od trzeciej zaczyna się naprawde dobra, filozoficzna literatura. Tylko czytać to trzeba umieć i do czytania z czasem dorastać:)
>Także kreację postaci i świata; ogólną prezencję produkcji.
Jeeeeju, jaką kreację? To nie jest KREOWANIE świata, to podawania świata na tacy. Książka daje słowo, które pobudza umysł. Film daje obraz, któremu często brakuje dobrego słowa.
>której brak idealistycznych aspiracji.
Nieprawda. W 90% bajek „dla dzieci” jest dobro, jest zło i dobro zwycięża. Zło jest złe i ma zdolność do stawania się jeszcze gorsze, dobro jest albo absolutnie dobre, albo dochodzi do dobroci w wyniku konfrontacji ze złem. Gdy już się udobzi, to musi podjąć trudne decyzje (typu: podaj rękę wrogowi i wciągnij go z urwiska na półkę skalną, by ten uświadomił sobie zwe złe uczynki). Nie są to idee kodne Misia Uszatka, czy też absolutnego lidera w tej kwestii- Krecika.
Natomiast przepiękną bajką-w-sam-raz-dla-17-letniego-dziecka jest Wally. Zabrałem wraz z ciotką nań me kuzynostwo i młodszego brata. Nic a nic im się nie spodobało, ale ja byłem wniebowzięty. Dzieło jest przepełnione przepięknymi zachowaniami, wzbudziło we mnie głęboką reakcję emocjonalną. Ale, no właśnie, dzieciom się nie podobało.
Bo bajki, by były ambitne, muszą być adresowane do dzieci powyżej dwudziestego roku życia.
W komentarzach zwrócono uwagę na jeszcze jedną rzecz nie poruszoną we wpisie — konkretniej zdefiniowany wiek odbiorców. Przez „dzieci” miałem na myśli dzieci, czyli powiedzmy do tego 12 roku życia. Faktycznie wcześniej nie zwracałem dostatecznej uwagi na oczywisty fakt, że czterolatkowi powinno się serwować inne treści niż dziewięciolatkowi. Chociaż jak teraz myślę, miałem na myśli raczej młodsze niż starsze dzieci.
KP: czy HP jest filozoficzną lekturą, a zwłaszcza „dobrą”, to bym polemizował. Ale fakt, zmienia się target z milusińskich na dojrzalszych nastolatków. Autorka zdaje się tłumaczyła tę zmianę faktem, że „Harry dorasta”.
To przed „podaniem świata na tacy” nie trzeba go wpierw wykreować?
Tak, ale tak „kreowany” świat jest guzik warty dla odbiorcy. Miałem na myśli kreację świata po stronie czytelnika/widza.
>czy HP jest filozoficzną lekturą, a zwłaszcza „dobrą”, to bym polemizował.
Oj jest. Wróciłem do niej z wielką lubością, to wspaniałe, głębokie książki. Zwłaszcza część ostatnia przepełniona jest pięknem.
Czy ja wiem czy „guzik”? Z pewnością nie rozwija tak wyobraźni, ale zachowałbym wstrzemieźliwość przed tak radykalnym jego deprecjonowaniem.
Ad HP: uwierz że czytałem wszystkie części cyklu, większość nawet więcej niż raz, i wiem co mówię. Co do części ostatniej zgodzę się — jest przepełniona. Wątki są nie tylko kończone na wyścigi, ale też autorka nie potrafiła się powstrzymać przed rozpoczęciem kilku nowych. Choćby potraktowany zupełnie po macoszemu, a cokolwiek ciekawy, Grindelwald. Ta książka powinna być zdecydowanie grubsza, lub nawet rozbita na dwa podtomy (tak jak planowany jest film).
Niemniej nie chciałbym tutaj przesadnie offtopować na temat młodego czarodzieja. Uwierz mi lub nie, ale zapoznasz się z kilkoma klasycznymi prozaikami to najprawdopodobniej zweryfikujesz swój pogląd.
@KP – Jasne! A magia w HP to jest rzeczywistość! Niewykreowany świat! Ktoś tu się pogubił i coś mu umyka powoli. Było już parę przypadków gdzie dzieciak nieodróżniał rzeczywistości od abstrakcji i rzucał się z okna by „pofruwać” jak „superman” czy inny „batman” (podali mu go na tacy)! „Krajobraz wykreowany” – moja córka z „racji swojej edukacji” ;) miała za zadanie zbudować i sfotografować w odpowiedni sposób taki właśnie świat…. Gdy zobaczyłem projekt a później makietę to popukałem się w czoło… ;) ale jak zobaczyłem „fotę” to zwaliło mnie z nóg! Załatwiła wszystko światłem. Aż chciało się tam wskoczyć! Bajka, normalnie bajka!
A, jeszcze ciekawostka – wzbraniałem się od „Harry’ego”, zapierałem rękami i nogami. Aż ktoś mi go w końcu przeczytał......przez zwykły komunikator! :)
Trwało to trochę, lecz opłacało się. Dzisiaj wiem, że od początku do końca nie jest to książka dla dzieci, a dorosły człowiek może sobie tylko z nią poeksperymentować.
Filmy olałem!
Cholera, chyba odpadłem od tematu?
a może ktoś polecić naprawdę dobre bajki do czytania dla dzieci?
z morałem? ale odnoszącym się do spraw ważnych w życiu w jakiś konkretny sposób
proszę o polecenie czegoś
bajki w stylu kopciuszek itp. też są pełne przemocy a takie jak księżniczka na ziarnku grochu tylko niepotrzebnie zaśmiecają dziecku umysł, właściwie tylko szkodza, bo nic pozytywnego nie wnoszą pozatym, że uczą, że bądź wrażliwą księżniczką a przyjdzie książe z bajki na białym koniu, z taką postawą w życiu czeka tylko rozczarowanie
dlatego chce swoim dzieciom czytac bajki, które mają ręce i nogi – uczą i bawią, ale jakiś sensownyczh przydatnych rzeczy
proszę o polecenie jakiś, z góry dzięki
@KUBA: biedny jesteś skoro nie znajdujesz przesłania i sensu w baśni o „księżniczce”, być może dorosłeś do tego aby mieć dzieci, narazie chyba tylko do tego…
Narazie polecam Ci „bajkę” pt: „Przygotowanie do życia w rodzinie” – autor NN, wydawnictwo „Samo Życie” ;)
A co do …sensownych i przydatnych rzeczy… To najlepsza będzie książka Adama Słodowego – „Zrób To Sam”...
@Scandal, nie zrozumiałeś mnie po prostu.
Mamy książkę X. Opisuje ona świat Y. OPISUJE, a nie podaje, w związku z czym odbiorca sam musi go w swojej głowie wykreować. Tak kreuje się świat w Potterze, tak kreowany jest świat w Kopciuszku czy innych bajkach.
Mamy film A. Przedstawia on świat B. PRZEDSTAWIA, a nie opisuje, w związku z czym nie wymaga od odbiorcy większego wysiłku kreującego. Tak funkcjonują wszystkie filmy dla dzieci i większość filmów w ogóle, bo inaczej są „niedomówione” i „niedokończone”. O to mi chodzi:)
Co zaś do batmana czy innych latających stworzonek, to życie ilu dam pozostało na zawsze „złamane”, bo książę na białym koniu się nie zjawił?;)
Nijak nie mogę tego rozrysować... ;) Dlaczego książka to X a świat to Y ? Film A i świat B ? A gdzie punkty odniesienia? Myślę, że podczas lektury czy projekcji, niejednokrotnie usłyszymy od dziecka „a dlaczego?” Więc kreujemy świat dalej, niezależnie czy to książka czy to film… Od tego w końcu jesteśmy… możemy podać dziecku prawdę, sens, morał... albo wszystko wypaczyć.
Scandal, to z czytaniem bajek, to strzał w dziesiątkę. A co do tego:
Niegdyś nazywało się to dorastaniem.
Minio:
Pudło w rozumowaniu. Na tym właśnie polegał ich geniusz i dlatego zdobyli sławę, że choc opracowań naukowych nie było, oni doskonale wyczuli sprawę i potrafili napisać tak, że do dziś jest to aktualne. Mało: być może, gdyby ci wspaniali bajkopisarze nie stworzyli swych dzieł, dziś wiedza o wychowaniu dzieci i ich psychice byłaby daleko skromniejsza…
KP:
Świetna pointa. Wall·E sam oglądałem, a dochodzę rychło trzydziestki, i wzruszył mnie – dosłownie – do łez. Tu może słółko o Shrekach: to idealne filmy dla całej rodziny. Z tym, że małe dzieci zaśmieją sie w innych momentach, duże w innych, a dorośli zarechoczą lubieżnie przy jeszcze innych scenach…
Kuba:
Polecam „Akademię Pana Kleksa”. Książkę, oczywiście. Niestety, natrudzisz się, zanim dziecko pojmie, że w odległych czasach nie było komórek, telewizora, ba – nawet zwykłego telefonu. To jest wada starych, pięknych bajek, że współczesne dziecko nieraz zapyta, czytając o np. „komunikacji” poprzez odbicie w magicznym jeziorze – „a nie mogli przez internet”?
PS i offtop:
Tutaj mnie zaciekawiłeś... Można coś szerzej?
PS ad. Miniowego szablonu, jak zwykle moje PLN 0.03: Tekst nad podglądem kłamie. Podgląd bardzo skąpo uwzględnia formatowanie. Gdzie bq? Gdzie em (czynione POJEDYNCZYMI podkreślnikami)?
@Marsjanin: tego o dorastaniu nie zrozumiałem (rozwiń)...
A co do „krajobrazu wykreowanego” to standard… najpierw go wymyślasz a później tworzysz. Drzewka z marchewek, krzaczki z brokułów, góry z modeliny…co tylko w duszy gra… natura, SF, krajobraz popromienny… ;)
A gdy masz to już gotowe to w odpowiedni sposób fotografujesz. Używasz barw światła, cieni, tła etc…. Dobre wyposażenie studia wskazane ;)
No generalnie, chronimy dzieci przed „złym światem”. Im starsze, tym mniej. W końcu dorastają i widzą, co jest grane. Nie ma żadnego zaskoczenia.
Co do fotografii, jeśli to nie tajemnica (np. konkursowa) to jeśli można, chciałbym zobaczyć...
Córka na „niedzielnym plenerze”. Będzie dopiero wieczorem…zapytam się ;)
Czy mniej ją teraz chronię? Chyba nawet więcej! Albo inaczej, w inny sposób…przed czymś innym.
Jeśli chodzi o aktualność oryginałów, opieram się na przykładach podanych we wcześniejszych komentarzach — jest ona raczej marna. Aktualność ocenzurowanych to inna sprawa, ale cenzura wyniknęła właśnie ze zwiększenia wiedzy i spostrzeżenia odstawania ich od współczesnej rzeczywistości.
Wpływu klasycznych baśniopisarzy na rozwój naukowych metod wychowawczych bym nie przeceniał. Braci Grimm od razu skreślam. Andersen umarł zanim ktoś mądry zauważył, że dziecko nie powinno pracować 8 godzin dziennie w fabryce (moja teza brzmi: rozwój tej dziedziny nauki nastąpił dopiero po zauważeniu dziecka jako zupełnie innego jakościowo — nie ilościowo — bytu ludzkiego; a to nastąpiło ledwie z wiek temu).
Powinienem, tradycyjnie, odpisać prywatnie, ale niech stracę.
bq w podglądzie jest. Przynajmniej w pandzie małej. Opera używa innego znaku nowej linii w polach textarea, i stąd skrypt nie działa jak należy. Próbowałem coś z tym zrobić, ale po serii niepowodzeń poddałem się. Pozostaje wykorzystywanie guzika „podgląd”, po skorzystaniu z którego textile będzie przetwarzane po stronie serwera.
Nie widzę powodu by w ściągawce umieszczać guzik od emfazy (która notabene u mnie jest tekstem rozstrzelonym). Generalnie idea jest taka, że komentujący mają gdzieś strukturę swojego komentarza (i co za tym idzie semantyczność mojego bloga) i bardziej zależy im na jego prezentacji, ponieważ — niedoświadczeni¹ — słabo rozróżniają te dwie rzeczy. Dla nich to dodatkowy wygląd ma znaczenie, nie znacznik HTML którego wygląd ja mogę sobie sformatować jak mi się podoba. Tutaj dochodzi jeszcze kwestia, że znaczniki trzeba tworzyć przy pomocy niezbyt znanego Textile.
Zresztą spójrz na powyższe komentarze: do tej pory nikt nawet nie wykorzystał pochylenia. Dominuje wytłuszczenie; także cytaty w większości nie są tworzone przy pomocy bq tylko jakiejś innej techniki (Petitum wykorzystała wytłuszczenie, KP metodę znaną z maili i Usenetu). Nie widzę powodu by pracować nad czymś, czego i tak nikt nie wykorzysta.
¹ — Na Joggerze sprawa wygląda ciut inaczej, ponieważ większość ludzi tutaj zna HTML i przynajmniej podstawy tworzenia semantycznych i dostępnych stron Internetowych.
Ok, będę podkreślał, pochylał, wytłuszczał, akcentował, dawał do zrozumienia, nasuwał myśl, kładł nacisk, uwidoczniał, uwydatniał, zaznaczał, zwracał uwagę, eksponował, uwypuklał... ;) Albo i nie…
polecam zerknąć na dowolny program bajkowy – mini max, jakieś zig zap etc. – dopiero tam złapiesz się za głowę.
Schwammkopf!!!