Harlan Ellison — Ptak Śmierci
Informacje o wpisie.
Opublikowano 30 kwietnia 2009 o 09:50:34 w kategoriach: Słowo przeczytane.
Niedługo przed maturą założyłem na blogu nową kategorię, w której zamierzałem zawrzeć swego rodzaju recenzje pomieszane z luźnymi przemyśleniami dotyczącymi przeczytanych przeze mnie książek. Nie miałem zamiaru przekształcać bloga w blog literacki, gdyż w ogóle prędko zarzuciłem zamiar prowadzenia bloga specjalistycznego. W każdym razie kariera kategorii była krótka i gwałtowna, osiągając swe apogeum we wpisie o Peerze Gyncie (prawdopodobnie najlepszym tekście na blogu, a zdecydowanie najlepszym w pierwszej trzylatce). Różne zbiegi okoliczności spowodowały spadek (i tak nigdy nie dużej) ilości czytanych przeze mnie książek, a tym samym brak materiału do nowych notek.
Kryzys przejść musiał, ale ani Fromm, ani Witkacy, ani Cialdini nie mieli wystarczającej siły przebicia żeby mnie poruszyć w odpowiednim stopniu (ten pierwszy miał ją na poziomie wielokrotnie przewyższającym dopuszczalne normy, stanowiąc motor wciąż nie dokończonego rozdziału). Gdy gdzieś w komentarzu na Joggerze (niestety nie udało mi się znaleźć autora i miejsca) przeczytałem że Nie mam ust, a muszę krzyczeć Ellisona jest jednym z najbardziej pesymistycznych i brutalnych opowiadań w historii literatury, nie potrzebowałem dalszych rekomendacji. Wypożyczyłem jedyną książkę sygnowaną tym nazwiskiem z uniwersyteckiej biblioteki z nadzieją, że znajdę w niej to opowiadanie. Znalazłem.
Tomik Ptak Śmierci jest, o ile wierzyć tylnej okładce, unikalny w skali świata. Bowiem nigdzie indziej nie wydano kompilacji jedynie nagrodzonych opowiadań autora, a konkretniej:
- Bestia, która wykrzyczała miłość w sercu świata
- Jeffty ma 5 lat
- Żeglując między wysepkami Langerhansa: szerokość 38° 54' N, długość 77° 00' 13" W
- Nie mam ust, a muszę krzyczeć
- Rola marzeń sennych
- Paladyn zagubionej godziny
- Ukorz się pajacu, rzecze Tiktaktor
- Ptak Śmierci
Właściwie mógłbym w tym miejscu, tak jak we wpisie o prozie Gide'a, zakończyć wraz z gorącą rekomendacją. Jednak zdecydowałem się napisać kilka słów o dwóch wybranych, naprawdę świetnych, opowiadaniach.
Jeffty ma 5 lat opowiada o — zaskakujące! — pięcioletnim chłopcu o imieniu — niesamowite! — Jeffty. Jednak ironia nie jest na miejscu biorąc pod uwagę, że Jeffty jest chłopcem niezwykłym. Ma pięć lat. Nieprzerwanie, od przynajmniej siedemnastu lat, ma pięć lat. Ten niepojęty fakt blednie jednak w obliczu innego — świat Jeffyego niezmiennie jest ten sam od blisko dwóch dekad. Nie ma w nim kolorowych telewizorów i odrzutowych samolotów, są za to filmy z dawno nieżyjącymi aktorami i audycje radiowe które zdjęto z anteny przeszło piętnaście lat temu. Nie retransmisje i nagrania archiwalne — zupełnie nowe odcinki przerywane starymi reklamami współczesnych produktów.
Historia Jefftyego jest metaforą. Dosłownie traktuje o fantastycznym chłopcu niepodporządkowującym się czasowi. Naprawdę jednak mówi o niewypowiedzianej tęsknocie za wyidealizowaną przeszłością, za czymś co jednocześnie było (obiektywnie) i jest (we wspomnieniach); ale co już nigdy nie będzie i co być nie może. Autor mówi głosem milionów osób, które pamiętają swe szczęśliwe i beztroskie dzieciństwo. Mówi za wszystkich tych, którzy bezustannie porównują współczesny, szary, nieciekawy i okrutny świat z mocno podkoloryzowanym, pozytywnie dowartościowanym niegdysiejszym światem żyjącym w ich wspomnieniach. Jest echem dekadentyzmu który każe uciekać w przeszłość przed nieznośną teraźniejszością. Jest postawą nieodpowiedzialnych, egoistycznie preferujących ułudę własnego szczęścia nad tworzenie szczęścia dla własnych dzieci.
Pod tym względem — moim zdaniem — pisarz opowiada się po złej stronie barykady. Jednak niech będzie mu to wybaczone, gdyż prócz jasno zarysowanej przeciwstawności przeszłości i teraźniejszości, zwraca też uwagę na antynomię świata materialnego, namacalnego, i świata nierzeczywistego, istniejącego tylko subiektywnie w ludzkim postrzeganiu, ale tak samo realnego. Główny bohater, Donald H. Horton, musi wybierać między tymi światami — między realnym sukcesem przekładającym się na rychłe wysokie zyski finansowe, a zatopieniem się w morzu szczęśliwości nie tyle ponownego przeżycia przeszłości, co życia w świecie rodem z własnych wspomnień — stanowieniem cząstki tak wyidealizowanego tego, co już było i miało nigdy nie wrócić, a magicznym sposobem stało się równie namacalne co telewizory, które sprzedawał; co pieniądze, które za nie otrzymywał.
Wybrał pierwszą alternatywę.
Zwłaszcza druga połowa opowiadania przepełniona jest niesamowitym bólem spowodowanym tym błędnym wyborem. Autor jasno daje w ten sposób do zrozumienia, że istnieją rzeczy swą wartością znacznie przewyższające jakikolwiek majątek doczesny. Nie chodzi tu o religijnie odczuwane życie wieczne będące nagrodą za dobre sprawowanie na ziemskim padole. Chodzi raczej o odczuwalne na ziemi — nie obiecane, a dostępne — przeżycia, uczucia, stany, drastycznie zmieniające postrzeganie świata; ergo świat.
Ellison dotkliwie krytykuje też święcący triumfy na początku lat 60. ubiegłego wieku konsumpcyjny styl życia. Chciałbym móc dodać, że krytyka ta straciła na aktualności.
Chociaż muszę przyznać że wiele z powyższych myśli przyszło dopiero podczas pisania tekstu, niech nikogo nie zwiodą. Po pierwszym przeczytaniu opowiadania o Jefftym byłem nim zachwycony; wprost wniebowzięty, błogosławiąc dzień w którym zdecydowałem się na wzięcie tej książki do ręki. Ta krótka historia jest świetnie napisana i otwarta na interpretacje (także przewrotne, jak część z powyższych), co czyni ją ze wszech miar godną polecenia.
Drugim opowiadaniem po przeczytaniu którego krzyknąłem świetne!
jest tytułowy Ptak Śmierci.
Nim przejdę do opisu treści, poświęcę kilka słów formie. Opowiadanie podzielone jest na dwadzieścia sześć krótkich fragmentów. Zaczyna się od słów To jest test.
, pod koniec wspominając że podążanie za wyznaczoną kolejnością problemów
nie jest konieczne i panuje dowolność w tej kwestii. Być może ułożenie fragmentów w innej, specyficznej kolejności zmieniłoby wydźwięk całości, jednak mnie zupełnie satysfakcjonuje standardowe ustawienie.
Same fragmenty są na pozór ze sobą nie związane. Zawierają dwa równoległe wątki — podróż po opustoszałym, zdewastowanym postapokaliptycznym świecie oraz wspomnienia z życia ostatniego człowieka, Nathana Stacka — przeplatane na pozór zupełnie wyrwanymi z kontekstu ustępami z innych dzieł (m.in. Księgi Rodzaju) i pytaniami testowymi, niekoniecznie zamkniętymi. W rzeczywistości jednak, wraz z poznawaniem kolejnych części zaczynają one do siebie, niczym puzzle, pasować i przedstawiać większą całość.
Jeżeli ktoś doczytał ten tekst tak daleko a wciąż nie zapoznał się z treścią opisywanego opowiadania, niech w tej chwili przerwie czytanie — nim zepsuję mu zabawę z samodzielnego odkrywania jaką.
Opowiadanie jest półmetaforyczną historią walki człowieka z Bogiem. W wykreowanym uniwersum Ziemia przedstawiona jest jako jedna z wielu zamieszkałych planet we wszechświecie. Przedstawiciel starożytnej, obiektywnej i sprawiedliwej rasy zostaje wysłany aby trzymać nad nią pieczę. Jednocześnie nie otrzymuje praktycznie żadnych środków do walki z nieuniknionym zniewoleniem ludzkości.
Pierwsza i aż do ostatnich chwil życia planety jedyna konfrontacja Diry — opiekuna — i szalonego — zniewoliciela — znajduje swój wyraz w pierwszych piętnastu wersach trzeciego rozdziału wspomnianej Księgi Rodzaju.
Dira wykorzystuje swą jedyną broń i obdarza ludzi Mądrością. Jednak przegrywa. Szalony obwołuje się panem i spotwarza protagonistę, nadając mu imię Wąż i po wsze czasy skazując na wygnanie oraz znienawidzenie w umysłach tych, nad którymi miał sprawować opiekę.
Opowiadanie oferuje przepiękne odwrócenie chrześcijańskiej mitologii — wąż okazuje się ostatnim sprawiedliwym w walce z szalonym i potężnym bytem o wolność ludzkości.
Historia — zawierająca kilka bezpośrednich aluzji do Mojego Ulubionego — prawdopodobnie powinna być interpretowana przez pryzmat jego poglądów. Ellison przedstawia triumf człowieka nad religią, całkiem dosłownie traktując słynną śmierć Boga. Przedstawia uświadomienie sobie przez człowieka swojej własnej mocy, jego zerwanie okowów szaleńczej i zgubnej moralności chrześcijańskiej. Jednocześnie jest pesymistyczny w swym zakończeniu — po odzyskaniu przez człowieka władzy nad planetą, nie ma na niej już nic czym można by rządzić, na czym można by budować przyszłość. Bóg trzymał się dzielnie, całkowicie wyniszczając planetę nim dał się pokonać. Być może jednak należy traktować to jako przestrogę przed konsekwencjami dalszej bierności wobec znanego od przeszło wieku faktu, że to człowiek jest i że to człowiek się liczy.
Nie mogę przejść obojętnie wobec opowiadania które z jednej strony jest wyrazem i uwspółcześnieniem — dodatkowo poprawnie odczytanych! — poglądów Mojego Ulubionego, z drugiej zaś jest nie tylko świetnie napisane, ale i wciągające. Ptak Śmierci to po prostu jeden z majstersztyków pod względem tak artystycznym, jak moralnym czy ideologicznym.
Przedstawione dwa opowiadania są moim zdaniem najlepszymi w tytułowym zbiorze. Pozostaje jednak faktem, że pozostałe tylko nieznacznie odbiegają od nich formą, treścią czy przekazem. Są naprawdę wspaniałe i nie powinno dziwić uhonorowanie ich tak prestiżowymi nagrodami. Takie chyba jest moje szczęście, że jak wreszcie natrafię na jakiś zbiór opowiadań, to jestem nim zachwycony.
Komentarze
Forma pierwszego opowiadanie przypominała mi trochę ‘Good bye Lenin’, ale oczywiście inne kwestie są niewspółmierne.
A propos ptaków – ‘Malowany ptak’ ;) Polecam, jeżeli nie czytałeś. Wzbogaca, również socjologicznie.
No i gdzie wzmianka oTaylorze? ;)