Jogger Minia

Strona w permanentnej budowie.

O wyjątkowości dzisiejszej daty

Informacje o wpisie.

Opublikowano 01 stycznia 2010 o 23:10:39 w kategoriach: Słowo napisane.

2 komentarze; Góra strony.

Trackback; Poprzedni wpis; Następny wpis.

W pierwszych minutach 2010 roku, stojąc z kumplem w kolejce do Żabki, miałem okazję usłyszeć rozmowę dwóch osób stojących obok. W sumie „rozmowa” to zbyt dużo powiedziane, bo jeden z nich zajęty był sępieniem drobnych od ludzi czekających na obsłużenie, ale drugi prowadził żywy monolog. Najpierw zastanawiał się co by było, gdyby policja karała za picie w miejscu publicznym również w sylwestra. Później jednak stwierdził że jest to przecież wyjątkowy dzień, i policja interweniowałaby tylko gdyby ktoś np. leżał na środku ulicy.

Moją szczególną uwagę zwróciło stwierdzenie o tym „wyjątkowym dniu”. Wszystkie daty są ustalone arbitralnie (choć nie ulega wątpliwości że obserwowalna przez ludzi przyroda poddaje się pewnym cyklom), ale pierwszy stycznia jest z nich wszystkich najbardziej bezzasadny — aż kłuje to w oczy.

Pomiar czasu od zawsze związany był z pewnymi cyklami które obserwują ludzie z Ziemi. Najprostszym do zaobserwowania cyklem jest doba, czyli czas potrzebny aby Ziemia obróciła się wokół własnej osi. Wydawałoby się że jest to czas jakiego potrzebuje Słońce aby znaleźć się w tym samym punkcie na nieboskłonie, ale jest to złudne — różnice dobowe są minimalne, ale obserwowalne w dłuższym okresie czasu — okres od wschodu do zachodu Słońca jest dłuższy w lecie niż w zimie. Dłuższym cyklem jest cykl księżycowy, czyli czas pomiędzy tymi samymi fazami księżyca (zazwyczaj mierzony od nowiu do nowiu). Ze względu na ruch kołowy Ziemi, trwa on ponad dwa dni dłużej niż czas potrzebny księżycowi aby okrążyć Ziemię. Wbrew pozorom to drugie zjawisko jest trudniejsze do zaobserwowania i zmierzenia, i nie powstał żaden kalendarz stworzony w oparciu o nie (choć siedmiodniowy tydzień, używany przez Babilończyków już w czasach Hammurabiegio, wydaje się mieć z nim jakiś związek; babilońskim miesiącom bliżej jednak było do okresu od nowiu do nowiu). Wreszcie ostatnim cyklem jest cykl słoneczny, czyli faktyczny czas potrzebny aby Słońce znalazło się w tym samym miejscu na nieboskłonie. Alternatywnie można powiedzieć, że jest to czas potrzebny aby Ziemia znalazła się w tym samym punkcie na swojej orbicie, czyli wykonała pełen obrót wokół Słońca.

W oparciu o któryś z tych ruchów — księżyca wokół Ziemi lub Ziemi wokół Słońca — powstał każdy znany ludzkości kalendarz. Niektóre — jak np. chiński — wykonują trudne zadanie jakim jest mariaż obu tych cykli. Jedynym znanym, będącym kiedykolwiek w użyciu, wyjątkiem jest tzolkin, sakralny kalendarz Majów (tych od 2012 roku). Liczył on 260 dni i nie powstał w oparciu o żaden obserwowalny z Ziemi cykl astronomiczny.

Kalendarz słoneczny jest najpraktyczniejszy, najlepiej oddając cykliczność pór roku (zaczynają się zawsze tego samego dnia). Rok w kalendarzu księżycowym, składającym się z 12 miesięcy, jest o 11 dni krótszy od roku słonecznego, co powoduje przesuwanie się pór roku względem kalendarza. Wiosna, zaczynająca się np. 22 dnia trzeciego miesiąca, w następnym roku zaczyna się już 11 dnia trzeciego miesiąca. W ciągu życia jednego człowieka kalendarzowa wiosna przesuwałaby się o wiele miesięcy wstecz, zaczynając się np. w dniu kiedy pierwotnie miałaby rozpocząć się jesień. Dlatego wszystkie kultury stosujące kalendarz księżycowy wprowadzały dodatkowy miesiąc co jakiś czas (zazwyczaj dwa lata), aby zsynchronizować używany kalendarz z porami roku. Z oczywistego względu pory roku są ważne dla wszystkich ludów prowadzących oparty o rolnictwo osiadły tryb życia.

Przynajmniej podstawowa znajomość cyklów astronomicznych jest konieczna aby zrozumieć przemiany jakie przechodził kalendarz który ostatecznie przybrał formę kalendarza gregoriańskiego — obecnie najczęściej wykorzystywanego kalendarza na świecie. Np. wczoraj w telewizji dało się zobaczyć jak Chińczycy świętują rozpoczęcie 2010 roku, chociaż wg ich tradycyjnego kalendarza nie tylko liczba reprezentująca rok jest przeszło dwukrotnie większa, ale i kolejny rok rozpoczyna się 13 lutego.

Aby poznać historię jego powstania, trzeba udać się na Półwysep Apeniński i cofnąć w czasie o około 3000 lat. Ludy zamieszkujące ten teren używały kalendarza słonecznego liczącego 10 miesięcy i nienumerowany okres zimowy. Rozpoczynał się od równonocy wiosennej miesiącem Martius i kończył miesiącem December („dziesiąty”). Zreformowany został już w pierwszych latach istnienia państwa rzymskiego, za czasów panowania Nuny Pompiliusza — drugiego króla, następcy Romulusa. Wprowadził on dwunastomiesięczny kalendarz księżycowy, dodając do już istniejących miesięcy FebruariusIanuarius. Około 200 lat później miesiące te zamieniono w kolejności, i do najkrótszego Fabruariusa dodano Intercalaris (Mercedonius) mający za zadanie synchronizowanie roku kalendarzowego z rokiem słonecznym. Biorąc pod uwagę że rok niezmiennie zaczynał się miesiącem Martius, wybór ostatniego Februariusa nie dziwi — tak jak dziwić może wybór drugiego lutego a nie ostatniego grudnia.

Tak jak w kalendarzu słonecznym, tak i w księżycowym kolejne fazy cyklu rozpoczynają się tego samego dnia danego okresu. W pierwszym przypadku są to pory roku w stosunku do roku; w drugim — fazy księżyca w stosunku do miesiąca.

I tak w kalendarzu rzymskim pojawiły się kalendy, nony i idy. Kalendy były pierwszym dniem każdego miesiąca i następowały dzień po nowiu; idy występowały dzień przed pełnią, zaś nony miedzy nimi. Łatwo zauważyć że Rzymianie od id odliczali od razu do kalend — żadna nazwa nie reprezentowała dnia w okolicach ostatniej kwadry, tak jak nony reprezentowały pierwszą.

Idy marcowe — dzień najbliżej równonocy wiosennej — miały specjalne miejsce w rzymskim kalendarzu. Wtedy rozpoczynał się rok sakralny i urzędowy. W okresie Republiki właśnie tego dnia urząd obejmowali konsulowie.

Konsulowie, mający pełnię władzy militarnej (prócz innych funkcji), są odpowiedzialni za wybór pierwszego stycznia na początek roku. W 153 r. p.n.e., ze względu na powstanie w Hispanii (sic; funkcjonująca wtedy nazwa prowincji zajmującej Półwysep Iberyjski) i konieczność podjęcia związanych z tym działań, Senat zdecydował się skrócić kadencję ówczesnych konsulów a nowych powołać na urząd w kalendy styczniowe zamiast idy marcowe (czyli pierwszy dzień po pierwszym nowiu następującym po najkrótszym dniu w roku — wybór dość sensowny biorąc pod uwagę charakter agrarny i kalendarz księżycowy; warto jednak zaznaczyć, że decyzja ta prawdopodobnie mniej miała wspólnego z przesileniem zimowym, a bardziej podyktowana była względami strategicznymi i faktem, że wraz z ociepleniem ruszy kampania wojenna). Ponieważ konsulowie sprawowali swoją funkcję przez rok, kalendy styczniowe stały się początkiem roku urzędowego. Rok sakralny jednak wciąż rozpoczynał się w idy marcowe.

Następna reforma miała miejsce ponad sto lat później, w ostatnich latach panowania Juliusza Cezara. Ponieważ w okresie Republiki pieczę nad kalendarzem sprawowała jedna osoba — Pontifex Maximus — kalendarz był przedmiotem najróżniejszych intryg i gier politycznych; osoba pełniąca urzad nierzadko wydłużała lub skracała rok w celu zaspokojenia aktualnych potrzeb politycznych. W 46 roku p.n.e. był już tak rozregulowany, że pierwotnie zimowy Ianuarius przypadał jesienią. Juliusz Cezar — który prawdopodobnie sam miał niemałe zasługi w rozregulowaniu kalendarza — zadekretował nowy kalendarz, utrzymujący podział na 12 miesięcy, ale już oparty o cykl słoneczny. Tym samym kalendy, nony i idy, jako terminy związane z fazami księżyca, przestały mieć rzeczywiste znaczenie, gdyż przestały wyznaczać miesiące — w połowie przypadków zresztą wydłużone z 29 na 30 dni. Zmiana ta również ostatecznie przypieczętowała pierwszy stycznia jako początek roku urzędowego.

Kalendarz juliański nie był doskonały i w stosunku do rzeczywistego cyklu słonecznego spóźniał się o dzień na 128 lat. Doprowadziło to do kolejnej — jak do tej pory ostatniej — reformy w 1582 roku, wprowadzonej w życie dekretem papieża Grzegorza XIII (papież zwyczajowo pełni funkcję republikańskiego Pontifex Maximus — stąd mówi się o „pontyfikacie”). Reforma ta miała na celu naniesienie poprawki na narosłe opóźnienie i zapobieżenie jego występowaniu w przyszłości (również nie doskonale, gdyż kalendarz gregoriański spóźnia się o dzień na ok. 3000 lat). Co jednak ważne, za punkt wyjścia przyjęto nie rok wprowadzenia kalendarza juliańskiego — 45 p.n.e. — a rok Soboru Nicejskiego, czyli 325 n.e. Stąd też przesilenie zimowe w kalendarzu gregoriańskim wypada 21 grudnia, zaś za czasów Juliusza Cezara miało miejsce 24 grudnia.

(Podobieństwo pierwotnej daty przesilenia zimowego i wigilii Bożego Narodzenia może być zastanawiające, ale nie powinno zaskakiwać. Nie chcę jednak wchodzić tutaj w cokolwiek interesujące i dość rozległe zagadnienie jakim jest chrześcijańska symbolika (również dat) i jej stosunek do wierzeń i zwyczajów kultur niechrześcijańskich. Chcę tylko podkreślić, że duża część świąt — zwłaszcza religijnych — ma swoje oparcie w cyklu lub słonecznym, lub księżycowym.)

1 stycznia jako dzień początku nowego roku dzisiaj utrzymuje się już tylko siłą tradycji, nie mając żadnego poparcia w cyklach astronomicznych czy opartych o nie kalendarzach. Znacznie sensowniejsze są 21 grudnia, po którym światło zaczyna odpierać ofensywę ciemności, lub 21 marca, od którego siły światła zaczynają przezwyciężać siły mroku. Ten ostatni jest też tradycyjnym dniem radości, związanym z powolnym powrotem przyrody do życia. By zrozumieć 1 stycznia, trzeba nie tylko posiąść pewną wiedzę wiedzę astronomiczną, ale i prześledzić jego historię — historię błędów, manipulacji i konfliktów.

Swoją drogą, warto przypomnieć skąd wywodzi się cały zwyczaj świętowania zmiany kalendarza na ścianie. Jedna z legend mówi, że jest on stosunkowo młody, gdyż liczy zaledwie tysiąc kilka lat. Według niej na przełomie mileniów ludzie byli pochłonięci symboliką daty i przekonani, że oto zbliża się Apokalipsa, a potwór Lewiatan (uwięziony w 317 roku w podziemiach Lateranu — ówczesnej siedziby papieża — przez papieża Sylwestra I) powróci na powierzchnię ziemi i przyniesie zgubę rodzajowi ludzkiemu. Gdy jednak nowy — tysiączny — rok nastał, a żadne nieszczęścia nagle na ludzi nie spadły, byli oni tak rozentuzjazmowani, że spontanicznie wybiegli z domów by wspólnie świętować przez cały dzień. Tak się złożyło, że to wydarzenie miało miejsce w trakcie trwania pontyfikatu papieża Sylwestra II (który zresztą był posądzany o konszachty z szatanami, co przedstawia piętnastowieczna rycina) — stąd obchodzi on imieniny właśnie tego dnia, co też doskonale tłumaczy nazwę tego laickiego święta.

Komentarze

Poniższy formularz służy do wysyłania komentarzy. O ich strukturę i prezentację dba Markdown.

Komentarze stanowią wyłączną własność autorów, choćby zaznaczono inaczej. Również autorom przysługuje wyłączne prawo do ich modyfikacji.

Autor zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy.

Śledzenie wątku: