Niektórzy być może pamiętają, że na początku 2010 roku dużą popularnością cieszyła się inicjatywa 52 książki. W skrócie: chodzi o to aby promować czytelnictwo. Metodą małych kroczków proponuje się, aby czytać jedną książkę tygodniowo. W ciągu roku powinno to dać 52 książki, co jest całkiem niezłym wynikiem.
Na początku miesiąca, po ponad pięciu latach używania Fluxboksa, zdecydowałem się porzucić go na rzecz KDE. Będąc całkiem podekscytowany nowymi możliwościami, które KDE oferuje (pomijając wygląd, który nie przywodzi na myśl czasów sprzed dot-comów), zdecydowałem się jedną z nich uwiecznić na specjalnie w tym celu stworzonym screencaście. To mój drugi w życiu film złożony przy pomocy kdenlive (i w ogóle drugi film stworzony w życiu), więc niektóre fragmenty pewnie można by było jeszcze doszlifować. Mimo to, jestem z niego raczej zadowolony.
Jeśli chodzi o sumienie, na początku należy sprostować pewne mity, które mogą gdzieniegdzie wciąż pokutować.
Sumienie nie jest jakimś organem który można zlokalizować w mózgu. Nie istnieje coś takiego jak „po prostu” sumienie, coś co można zmierzyć lub zważyć. Bardziej zasadne jest mówić o „zachowaniu sumieniowym”, czyli pewnej obserwowalnej projekcji behawirolanej skomplikowanego układu procesów psychicznych. Warto tutaj podkreślić słowo „procesów” — zachowanie sumieniowe ma swoją dynamikę.
Sumienie, czy też zachowanie sumieniowe, nie jest atrybutem typowo ludzkim. Czy inaczej — bycie człowiekiem co prawda jest warunkiem koniecznym by przejawiać zachowania sumieniowe, ale nie jest warunkiem wystarczającym. W pełni rozwinięte zachowania sumieniowe pojawiają się u ludzi dopiero w wieku adolescencji, i to częściej późnej niż wczesnej. W pewnych przypadkach zachowanie sumieniowe rozwija się dopiero w okresie dorosłości, a czasem wręcz nigdy się w pełni nie rozwija.
Treści, których poruszenie (czy raczej naruszenie) prowadzi do aktywacji zachowań sumieniowych, nie są pochodzenia boskiego. Sumienie nie jest głosem Boga w człowieku. Sumienie jest głosem społeczeństwa w człowieku. Sumienie to Uogólniony Inny, który w niektórych przypadkach przemawia głosem zupełnie konkretnego Istotnego Innego z okresu dzieciństwa.
Niewiele rzeczy w Internecie irytuje mnie bardziej niż wpisy na blogach, w których autorzy wylewnie przepraszają za swój brak aktywności, posypują głowę popiołem, biją się w pierś i obiecują poprawę. Tak jakby to kogokolwiek obchodziło. Na domiar złego, potem żadna poprawa nie następuje. Istnieją chyba blogi składające się wyłącznie z wpisów dotyczących niewielkiej aktywności autora. Dlatego w niniejszym wpisie poprawy obiecywać nie będę — co nie zmienia faktu, że w gruncie rzeczy to nikogo nie obchodzi.
Jak może część z was pamięta, na przełomie stycznia i lutego ubiegełgo roku przez tzw. blogosferę przemknęła akcja 52 książki. Inicjatywa ta spotkała się z raczej pozytywnymprzyjęciem, chociaż nie obyło się bez kontrowersji. Wiele osób wyraziło swoje poparcie. Jakby nie patrzeć, rok 2010 jest już przeszłością nawet na Aleutach, więc powoli powinny zacząć pojawiać się podsumowania tej akcji; chociaż, ze względu na jej rozpoczęcie w 4-5 tygodni po rozpoczęciu roku, możliwe że podsumowania pojawią się dopiero za miesiąc. O ile się pojawią, bo wcale bym się nie zdziwił, gdyby wiele osób szczególnie pozytywnie wypowiadających się o całej akcji w ciągu roku po prostu o niej zapomniało. Niektórym osobom wyrażającym udział w akcji staram się przypomnieć poprzez trackbacki (chociaż nie wiem ile z nich dojdzie, bo większość blogów nie zawiera adresu trackbacków przy wpisach).
Elżbieta, zasuszona, religijna stara panna, wierząca w swój ciasny kodeks moralny i przepełniona nienawiścią do kobiety mniej zahamowanej i swobodniejszych obyczajów, nie umiała się powstrzymać, by nie prześladować jej z całą zajadłością, na którą stać było obrażoną cnotę.
Hollingdale, Reginald John. Nietzsche. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2001, s. 184