Początkujący użytkownicy Linuksa mają zaskakującą zdolność do podejmowania prób samodzielnej kompilacji każdego jednego programu. Za każdym razem, kiedy się z takim delikwentem spotykam, mam ochotę odesłać go do jakiegoś tekstu, gdzie wprost napisane by było, że kompilacje należy zostawić ekspertom, a zwykłemu użytkownikowi wystarczy, że program zainstaluje z repozytorium.
Niestety, dotychczas na żaden dobry tekst spełniający te kryteria nie natrafiłem. Postanowiłem więc samodzielnie wypełnić tę lukę:
Może komuś się przyda. Jeżeli zaś chodzi o ewentualną krytykę, to prosiłbym o zwrócenie uwagi na trzy kwestie:
Tekst jest przeznaczony dla początkujących użytkowników, więc starałem się unikać wchodzenia w szczegóły techniczne. Jeżeli jednak gdzieś mi się nie udało i jakiś fragment jest zbyt skomplikowany, to mile widziane jest zwracanie uwagi.
Jeżeli znacie lepszej jakości materiały niż te, do których odsyłam w tabelce, to koniecznie dajcie znać.
Jeśli gdzieś popełniłem jakiś rażący błąd merytoryczny, to krzyczcie.
Czasem zdarza się, że KMail nie może zapisać haseł w KWallet, twierdząc że ten drugi nie jest włączony. Oczywiście nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie to, że KWallet jest włączony, a KMail jak najbardziej może z niego hasła odczytać. Tylko z zapisem ma problemy. Błądbyłzgłaszanywielokrotnie, ale najwyraźniej występuje tylko w bardzo dziwnych okolicznościach, skoro dotychczas nikt go nie poprawił.
Dawno temu, chyba gdzieś w okolicach 2006 roku, szukałem programu do modyfikacji tagów ID3. Wtedy też znalazłem EasyTag, naprawdę prostą w obsłudze i przyjemną aplikację. Używałem jej od tego czasu i nawet nie myślałem o zmianie — aż do niedawna, kiedy przeszedłem z Fluxboksa na KDE. Dopiero wtedy ujawniła się wcześniej niedostrzegana przeze mnie wada EasyTag — jest to aplikacja z interfejsem graficznym rysowanym przy pomocy GTK+. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by na KDE uruchamiać programy wykorzystujące GTK+. Wiąże się to jednak z dwoma problemami: pierwszym jest brak spójności wyglądu aplikacji w obrębie systemu (choć trzeba oddać, że KDE oferuje częściową integrację z GTK+), drugim zaś stosunkowo długi czas pierwszego uruchomienia (spowodowany koniecznością wczytania wcześniej nieużywanych bibliotek). Trochę z tych dwóch powodów, a trochę dla bliżej nieokreślonych „zasad”, zacząłem rozglądać się za jakimś zamiennikiem.
W którymś momencie twórcy Opery w menu kontekstowym strony wprowadzili pole „Otwórz za pomocą”, umożliwiające otworzenie strony w innej dostępnej dla użytkownika przeglądarce internetowej. Menu to można skonfigurować, chociaż wymaga to trochę wiedzy, którą we w miarę skondensowanej formie prezentuję poniżej.
Mój opis skupia się na systemie operacyjnym GNU/Linux. Użytkownicy innych systemów operacyjnych mogą zechcieć skorzystać z kilku linków, które umieściłem na końcu wpisu. Poza nimi raczej nie znajdą tutaj nic ciekawego.
OpenOffice.org oraz Microsoft Office są właściwie jedynymi liczącymi się pakietami biurowymi, nawet jeżeli udział MS Office w rynku tego typu aplikacji znacznie przewyższa udział OOo (z braku lepszych źródeł można sprawdzić chociażby zestawienie sprzed półtora roku). Jednocześnie różnice między nimi są często interpretowane w kontekście znacznie ogólniejszego zagadnienia, jakim jest wręcz konflikt między oprogramowaniem z kodem źródłowym, do którego dostęp jest obłożony restrykcjami a oprogramowaniem z kodem źródłowym, do którego dostęp jest powszechny i wolny. Tym samym, wokół obu tych pakietów, a zwłaszcza ich porównań, narosła cała masa mitów, przy czym najpopularniejszy mówi, że „OpenOffice to zabawka” — do profesjonalnych zastosowań nadaje się tylko MS Office.
Z racji używania Linuksa, na co dzień korzystam z OpenOffice (a konkretniej LibreOffice, jednak nie mam ochoty tutaj wchodzić w różnice między tymi pakietami); jednocześnie ostatnimi czasy miałem okazję dość sporo pracować z MS Wordem w wersji 2007. W związku z tym mogłem porównać oba pakiety i na własnej skórze przekonać się, na ile naprawdę się różnią.
Na początku miesiąca, po ponad pięciu latach używania Fluxboksa, zdecydowałem się porzucić go na rzecz KDE. Będąc całkiem podekscytowany nowymi możliwościami, które KDE oferuje (pomijając wygląd, który nie przywodzi na myśl czasów sprzed dot-comów), zdecydowałem się jedną z nich uwiecznić na specjalnie w tym celu stworzonym screencaście. To mój drugi w życiu film złożony przy pomocy kdenlive (i w ogóle drugi film stworzony w życiu), więc niektóre fragmenty pewnie można by było jeszcze doszlifować. Mimo to, jestem z niego raczej zadowolony.
Nie to, żeby to kogokolwiek interesowało, ale zaktualizowałem swój poradnik GG2Jab. Porobiłem nowe zrzuty ekranu, dla Psi 0.14 na Windowsie 7, do tego naniosłem niewielkie poprawki w samym tekście.
Druga wojna indochińska (zwana też wojną w Wietnamie) była przełomowym wydarzeniem w dziejach świata. Nie ze względu na liczbę ofiar albo konsekwencje na arenie międzynarodowej, ale dlatego, że była pierwszą wojną która pojawiła się na ekranach telewizorów. Oczywiście na wojnę na żywo (I wojna w Zatoce Perskiej) trzeba było poczekać jeszcze 20 lat, jednak była to zmiana już tylko ilościowa, a nie jakościowa.
Jeśli chodzi o sumienie, na początku należy sprostować pewne mity, które mogą gdzieniegdzie wciąż pokutować.
Sumienie nie jest jakimś organem który można zlokalizować w mózgu. Nie istnieje coś takiego jak „po prostu” sumienie, coś co można zmierzyć lub zważyć. Bardziej zasadne jest mówić o „zachowaniu sumieniowym”, czyli pewnej obserwowalnej projekcji behawirolanej skomplikowanego układu procesów psychicznych. Warto tutaj podkreślić słowo „procesów” — zachowanie sumieniowe ma swoją dynamikę.
Sumienie, czy też zachowanie sumieniowe, nie jest atrybutem typowo ludzkim. Czy inaczej — bycie człowiekiem co prawda jest warunkiem koniecznym by przejawiać zachowania sumieniowe, ale nie jest warunkiem wystarczającym. W pełni rozwinięte zachowania sumieniowe pojawiają się u ludzi dopiero w wieku adolescencji, i to częściej późnej niż wczesnej. W pewnych przypadkach zachowanie sumieniowe rozwija się dopiero w okresie dorosłości, a czasem wręcz nigdy się w pełni nie rozwija.
Treści, których poruszenie (czy raczej naruszenie) prowadzi do aktywacji zachowań sumieniowych, nie są pochodzenia boskiego. Sumienie nie jest głosem Boga w człowieku. Sumienie jest głosem społeczeństwa w człowieku. Sumienie to Uogólniony Inny, który w niektórych przypadkach przemawia głosem zupełnie konkretnego Istotnego Innego z okresu dzieciństwa.