Niektórzy być może pamiętają, że na początku 2010 roku dużą popularnością cieszyła się inicjatywa 52 książki. W skrócie: chodzi o to aby promować czytelnictwo. Metodą małych kroczków proponuje się, aby czytać jedną książkę tygodniowo. W ciągu roku powinno to dać 52 książki, co jest całkiem niezłym wynikiem.
W dzisiejszych czasach ważniejsze od pytania, czy istnieje życie po śmierci, jest pytanie, czy istnieje życie przed śmiercią.
Marshall McLuhan za: Andreski, Stanisław. Czarnoksięstwo w naukach społecznych. Warszawa: Oficyna Naukowa, 2002, s. 86.
Tak zwana myśl Zachodnia, której głównym elementem praktycznie do XX wieku było chrześcijaństwo, wykazała się nadzwyczajnym niezrozumieniem jednej z podstawowych nauk Chrystusa: że ofiary są ważniejsze niż winni.
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania,
że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek.
\\n, MID: <4cf8b452$0$27038$65785112@news.neostrada.pl>
Jeśli chodzi o sumienie, na początku należy sprostować pewne mity, które mogą gdzieniegdzie wciąż pokutować.
- Sumienie nie jest jakimś organem który można zlokalizować w mózgu. Nie istnieje coś takiego jak „po prostu” sumienie, coś co można zmierzyć lub zważyć. Bardziej zasadne jest mówić o „zachowaniu sumieniowym”, czyli pewnej obserwowalnej projekcji behawirolanej skomplikowanego układu procesów psychicznych. Warto tutaj podkreślić słowo „procesów” — zachowanie sumieniowe ma swoją dynamikę.
- Sumienie, czy też zachowanie sumieniowe, nie jest atrybutem typowo ludzkim. Czy inaczej — bycie człowiekiem co prawda jest warunkiem koniecznym by przejawiać zachowania sumieniowe, ale nie jest warunkiem wystarczającym. W pełni rozwinięte zachowania sumieniowe pojawiają się u ludzi dopiero w wieku adolescencji, i to częściej późnej niż wczesnej. W pewnych przypadkach zachowanie sumieniowe rozwija się dopiero w okresie dorosłości, a czasem wręcz nigdy się w pełni nie rozwija.
- Treści, których poruszenie (czy raczej naruszenie) prowadzi do aktywacji zachowań sumieniowych, nie są pochodzenia boskiego. Sumienie nie jest głosem Boga w człowieku. Sumienie jest głosem społeczeństwa w człowieku. Sumienie to Uogólniony Inny, który w niektórych przypadkach przemawia głosem zupełnie konkretnego Istotnego Innego z okresu dzieciństwa.
Jak może część z was pamięta, na przełomie stycznia i lutego ubiegełgo roku przez tzw. blogosferę przemknęła akcja 52 książki. Inicjatywa ta spotkała się z raczej pozytywnym przyjęciem, chociaż nie obyło się bez kontrowersji. Wiele osób wyraziło swoje poparcie. Jakby nie patrzeć, rok 2010 jest już przeszłością nawet na Aleutach, więc powoli powinny zacząć pojawiać się podsumowania tej akcji; chociaż, ze względu na jej rozpoczęcie w 4-5 tygodni po rozpoczęciu roku, możliwe że podsumowania pojawią się dopiero za miesiąc. O ile się pojawią, bo wcale bym się nie zdziwił, gdyby wiele osób szczególnie pozytywnie wypowiadających się o całej akcji w ciągu roku po prostu o niej zapomniało. Niektórym osobom wyrażającym udział w akcji staram się przypomnieć poprzez trackbacki (chociaż nie wiem ile z nich dojdzie, bo większość blogów nie zawiera adresu trackbacków przy wpisach).
Soupault, zbrzydzony do szczętu mizerią sztuki mieszczańskiej, mawiał, że lepiej zabić się własną ręką, niż być zapamiętanym przez potomnych wyłącznie jako — pożal się, Boże — poeta.
Chwin, Stefan. Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni. Gdańsk: Wydawnictwo TYTUŁ, 2010, s. 36.
Elżbieta, zasuszona, religijna stara panna, wierząca w swój ciasny kodeks moralny i przepełniona nienawiścią do kobiety mniej zahamowanej i swobodniejszych obyczajów, nie umiała się powstrzymać, by nie prześladować jej z całą zajadłością, na którą stać było obrażoną cnotę.
Hollingdale, Reginald John. Nietzsche. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2001, s. 184
Trzeba przyznać, że Dawkins wykazuje się znacznie większą finezją niż zdecydowana większość jego wyznawców.
Interpretację wiersza Juliana Tuwima pt. Trawa rozpocząć należy od tytułu. Jest to tym bardziej zasadne, że autor używa zupełnie banalnego wyrazu, jakim jest „trawa”, jako wyszukanej metafory. Wyraz ten jest bowiem częścią slangu, niejakim kodem, który wykorzystuje zwykłe wyrazy w niezwykłym znaczeniu, zrozumiałym tylko dla wtajemniczonych — a tym samym stara się wymknąć czujnym oczom obrońców obyczajności. Przez trawę bowiem rozumie się tutaj nie roślinę z rodziny wiechlinowatych, popularnie nazywaną po prostu „trawą”, a przetwór z rośliny z rodziny konopiowatych, czyli przetworzoną roślinę zawierającą tetrahydrokanabinol — substancję psychoaktywną. Szczegółowa interpretacja wiersza, następująca poniżej, potwierdza tę tezę.